Bylam dzis na rozmowie u ordynatora i wiecie co mi powiedzuak,bo pytalam sie dlaczego poronienie kolejne mialam a twraz marta ciaza,jak on to widzi,czy to moja wina,czy co...? A on mi na to,ze jak kobieta traktuje zarodek jako ,insekta, to organizm go wyrzuca,i sie krwawi i jak zarodek jest silny,to i tak walczy z matka i mimo krwawien zostaje,a u mnie sie zawiazalo,jak to powiedzial,rozwinelo sie do pewnego momentu i sie zatrzymalo i ze to najprWdopodobniej wina chromosomow zarodka,on zyl i umarl i skoro bralam tyle lekow,to cos z nim nie tak bylo,ze niby z in vitro sie to rzadko zdarza a jednsk,przeciez ja nie mialam badan genetycznych zarodka jak gotadorka,i co,ze beta chic pieknie rosla,to dawaloby szanse,a jednak tak nie jest i ze musialo byc serduszko skoro zarodek dalej rosl,tylko ja nie mialam usg wczesniej,bo jak ciaza bezzarodkowa tzw.pyste jaj plodowe to nawet nie rozwija sie zarodek od poczatku i wtedy beta moglaby slabo rosnac,a u mnue on byl i serduszko tez musialo,tylko zatrzymal sie jego rozwoj i umarlmdlatego taka piekna beta na poczatku byla.
Usg mam jutro i powtorna beta,jak sie potwierdza domniemania,to dadza mi wczesnoporonne i lyzeczkowanie