no to ja Wam opiszę jeszcze jeden sn - mojej współlokatorki. Kobieta urodziła o 7 rano, po porodzie przywieźli ją do mojej sali, bo to akurat wtedy było co mi zrobili jedynkę na noc( poprzedni dzień płakałam, właśnie przez to jak zostałam potraktowana przez położne i ordynatorkę i że nie dawałam rady sama poradzić sobie z dwójką takich malutkich rozpłakanych dzieci, Norbert płakał od razu jak tylko go kładłam do łóżeczka, tak niemal cały dzień, teraz wiem że po prostu był głodny) No więc kobieta urodziła o 7 rano, o 8smej był obchód ten od ciężarnych, a około dziewiątej ten z pediatrą. I wyobraźcie sobie,że kazali kobiecie wstać i podać dziecko, dwie godziny po porodzie, krew się lała a oni bez żadnych ceregieli. Maluchy przewijają jak lalki, zajmuje to parę sekund - wtedy zrozumiałam dlaczego ojcowie są wypraszani z sali w trakcie obchodu - mój mąż pewnie poważnie by potraktował te panie, które tak rzucały naszymi maluszkami. Wiem,że dla nich to rutyna, ale dla nas to po prostu szok widzieć coś takiego, co oni robią z naszymi skarbami, no i ten brak empatii...Może nie powinnam tego pisać, ale chyba lepiej być przygotowanym na coś taiego lub tak jak Milagros wybrać prywatną opiekę. Ja miałam do wyboru tylko ten szpital z racji ciąży bliźniaczej. Położne to co przygotowywują do porodu są miłe i pomocne, natomiast te po porodzie, od noworodków - tragedia