Faktem jest, że jedyny sposób to ekspozycje i ich znoszenie- czyli nie wykonywanie kompulsji mimo lęku. Jednak w coąży jest jeden problem- cala terapia bazuje na stopniowy przedłużaniu czasu ekspozycji i trudności. Nie zaczyna się od najtrudniejszych elementów. A w ciąży nie ma parasola ochronnego w postaci leków, nie ma tez jak dawkowac trudności ekspozycji- wszystko odbywa się "na żywca"- najtrudniejsze, najbardziej stresujące lęki i te zupelnie błahe. I to jest straszne.... to właśnie powoduje - przynajmniej u mnie- że problemy narastają i kompulsje biorą górę nad wszystkim.
A czy ktoś wrócił do leków z grupy SSRI w ciąży? Jakie zalecił lekarz? Jak dawkowane? Ja wiem, że musze bo nie przetrwam i idę do lekarza ale ccialam zapytać czy omsą tu osoby z takimi doświadczeniami?