Ja też mam jedynie licencjata.. Magisterki został mi rok, ale miałam kupę rzeczy wtedy na głowie i zrezygnowałam. A teraz już nie mogę wrócić, muszę zacząć od nowa... Ale to kiedyś
Licencjata też prawie bym nie miała. Na 4 semestrze okazało się, że wyjeżdzam na pół roku za granicę do pracy, więc miałam mieć przerwę w studiach. Ale jako, że miałam niezłe oceny (przez całe studia miałam stypendium naukowe), dziekan zgodził się bym jednocześnie robiła 5 i 6 semestr i w ten sposób skończyła studia pół roku wcześniej. Tak więc mój licencjat trwał tylko 2,5 roku. Promotorkę miałam super - jako, że przeskoczyłam te pół roku, jako jedyna pisałam u niej pracę więc miała dla mnie mnóstwo czasu i cierpliwości.
Mój Mąż za to, po rezygnacji z seminarium duchownego poszedł na informatykę. Ciągnął na trojach, dopiero jak mnie poznał, wytłumaczyłam mu, że bez sansu jest płacić za studia 450 zł miesięcznie, jak może 150, jeśli postara się o stypendium naukowe. No i udało się - od tego czasu, niewiele poświęcając na przygotowanie w trakcie sesji dostawał kasę. Inżyniera obronił teraz w czerwcu. Dumna jestem!

Ale w Jego zawodzie wykształcenie wyższe nie jest do niczego potrzebne, liczy się wiedza. Studia i tak kazałam mu robić - nigdy nie wiadomo jaki będziemy mieć rynek za kilka lat i czy właśnie ten papierek nie uratuje mu dupy.
