Wojtek miał dzis rozpoczęcie roku szkolnego. Jakoś nie mogłam się przyzwyczaić do tego stroju galowego i że to już.
Tak jak miło być - jest w klasie z 8 dzieci z przedszkola, w tym 6 z jego grupy. I to jest rzeczywiscie fajne, bo od razu razem usiedli, gadali. Pani wychowawczyni trochę mnie zraziła, bo jak dla mnie za mało uwagi poswięciła dzieciom, a za dużo sprawom organizacyjnym, ale podobno jest świetnym pedagogiem i na to liczę.
Cała szkolna wyprawka zapakowana. Tornister na jutro też. Choć na razie tylko blok i kredki i stój na wf :-)
Dodatkowo Wojtek będzie pewnie chodził na judo i angielski. No i basen, jak co roku.
A Staś dziś na skrzydłach pognał do przedszkola. Zachwycony i rozszałały :-)
Wakacje nieco monotonne przez ten mój nieszczęsny palec (który z resztą już się zrósł aczkolwiek pobolewa jeszcze). Bardzo miły byl wyjazd nad morze. Mimo, ze pogoda zmienna, to troche się wygrzaliśmy. Dzieci zachłyśnięte wolnością. Albo sie grzebały w piasku na plaży. Albo jak bylismy na campingu, to chłopcy cały czas poza spaniem i jedzeniem spędzali na placu zabaw. Samopas, że tak powiem. Mysza też bardzo dobrze zniosła taki inny namiotowy tryb życia.
Towarzystwo (m.in. Baśka!!) super. :-)
No i udało nam się na sam koniec wakacji zaliczyć jeszcze kajaki z chłopcami. Ale tylko na kilka godzin na Krutyni.
Chyba w skrócie to tyle o wakacjach. W sumie bardzo dużo byłam na Mazurach przez to zwolnienie, ale mało wakacji użyłam, bo ciągle się bałam o ten palec. Malo pływałam, mało spacerowałam. Ale lepiej mały palec niż noga ;-) Teraz juz chodzę, a nawet biegam normalnie.