Sylwuś dzieki za słowa otuchy. Jednak w moim przypadku będzie ciężko. tak jak pisałam auto, to dla mnie wróg publiczny numer jeden, trzymam kierownicę tak jakbym miała ja zaraz wyrwać. Może to konsekwencja tego, że kiedys mało nie spowodowałam wypadku. Adam kilka lat temu próbował mnie nauczyc jeździć, no i prawie mu się udało. Do pewnego momentu..... wziął z firmy bez pytania nowy samochód szefa i wziął mnie na przejażdżkę. Oczywiście ja prowadziłam a on ciągle mnie pouczał. w pewnym momencie wjechalismy w mega piasek, zakopalismy się a ja właśnie skręcałam. tak mnie zdenerwował, że zamiast hamowac nacisnęłam gaz. No i bum... W ostatniej chwili zaciągnął ręczny. Stalismy milimetr przed mega murem. Od tamtego czasu nie jeżdziłam. A chociaz raz. wpadłam Tico do dołu w lesie:-). Też z mężem.