Hej. U mnie dziś przeszła nawałnica. Normalnie jeszcze jestem w szoku bo jak żyję to nie widziałam takiego czegoś. Poszliśmy dziś do kościoła bo Magda po komunii to musiała być dziś- zakończenia po Bożym Ciele. Uszykowaliśmy ołtarze i ksiądz mówi będzie procesja. My wychodzimy a tu zaczyna padać. I to coraz mocniej z sekundy na sekundę a ten stoi i odprawia tą procesje. Ołtarze porozwalało w końcu zaczęliśm uciekać do kościoła. Wszscy mokrzy a ja jak wchodziłam do kościoła to oberwała się rynna i cała woda chlusnęla na mnie. W kościel pozbierałam dzieci i dawaj do auta do domu suszyc się. No a tu drogi nie widać. jAKOŚ pomału dojechałam ale tu gałęzie z drzew, grad, deszcz. No szok poprostu. Wpadam do domu. Zostawiam kałuże po sobie taka mokra byłam a w domu powódź bo okno dachowe było otwarte. No mówię wam nie wiedziałam co robic. Wywaliłam wszystkie ręczniki z szaf i dawaj wycierac podłogi, zrzucać ciuchy i wycierac siebie. Masakra totalna. Potem poszłam auto obejrzec czy grad nic nie uszkodził no i wynalazłam że szkiełko od lampy pękło. W pipę....