Zobaczcie, co znalazłam w internecie. Normalnie jaja jak berety. Poczytałam te historie i nie mogę.
1. Przez prasę i internet przeleciała jak meteor informacja, że gdzieś w Kujawsko-Pomorskiem rodzice chcieli nadać dziecku imię Dąb, ale urzędnik się nie zgodził. Dąb to piękne i dobrze brzmiące słowo, w sam raz nadaje się na imię dla chłopca. Skoro dziewczynki noszą takie imiona jak Kalina lub Jagoda, to nie ma powodu, by chłopcy nie mogli nosić imienia Dąb czy Grab. Jesion to może przesada, ale jeśli się dobrze zastanowić?A właściwie dlaczego? W 1986 zlikwidowano spis polskich imion i dziś każdy może nazwać dziecko tak, jak przyjdzie mu ochota. Problem jednak w tym, że musi się na to zgodzić kierownik USC. A nie zawsze chce.
2. Dwoje ukraińskich rodziców próbuje nadać dziecku imię po najsławniejszym poecie tego kraju Tarasie Szewczence. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, urzędnik jednak twierdzi, że jest. Ponieważ według niego Taras to nie imię, tylko taki duży balkon, na którym można postawić krzesła, stoliki i pić kawę albo czytać gazetę. Można oczywiście nie zgodzić się na nadanie dziecku takiego imienia, ale trzeba mieć w sobie trochę elastyczności. A co by było, gdyby do urzędu przyniesiono dziecko pary pochodzącej z Chin lub Malezji, a choćby i z Łotwy, gdzie często spotykanym imieniem jest Burak?
3.Nikt jakoś nie protestuje, kiedy rodzice nadają dzieciom imiona pochodzące z mroków i czeluści minionego i zapomnianego świata Słowian. W końcu imię Sambor nie jest aż tak znowu rzadkie, podobnie jak Mścisław czy Dzierżykraj. Z tym ostatnim imieniem wiąże się anegdota, która obrazuje, jakimi dziwnymi ścieżkami chadzają ludzkie myśli, kiedy przychodzi do nadawania dziecku imienia. Otóż pewna rodzina nadała dziecku imię Dzierżykraj. Chłopczyk poszedł do szkoły i tam pani wychowawczyni miała spory kłopot z tym, jak zdrobnić tak niezwykłe i długie imię. Jako że była polonistką i zabawy słowem nie były jej obce, zaczęła na chłopca wołać Dzieżko, bo wydawało jej się to dobrym zdrobnieniem Dzierżykraja. Chłopiec z początku nie wiedział, czy to rzeczywiście do niego wołają, a kiedy już się zorientował, że tak, że Dzieżko to on, wtedy poszedł do domu z płaczem i poskarżył się mamie, która Dzierżykrajem go nazwała. Mama, zdenerwowana bardzo, przybiegła do szkoły i zrobiła awanturę nauczycielce, mówiąc, że jej syn to nie jest żaden Dzierżykraj ani tym bardziej Dzieżko, tylko Jacek. I weź tu, człowieku, zrozum bliźniego swego.
4. Najpopularniejsze wśród ludzi określających siebie mianem inteligencji są imiona takie jak Józef, Celina, Bronisława, Czesław. Są to stare dobre imiona; ludzie, którzy je nosili i noszą, zaludniają polską prowincję jak długa i szeroka. O takich imiona zapomnieli ludzie, którzy przeżyli gwałtowny cywilizacyjny i społeczny awans oraz ludzie ze wsi i miasteczek, którzy spędzają czas przed telewizorem, na ekranie którego mruga MTV. Tacy ludzie nadają dzieciom imiona takie jak: Sandra, Latoya, Pandora. Ma to oczywiście swój urok i nikomu nic do tego, jak się czyje dziecko nazywa. Ot, po prostu stwierdzenie faktu.
Obydwie opisywane grupy przez nadawanie dzieciom takich a nie innych imion chcą się wyróżnić i jakoś nobilitować. Każdy jednak inaczej postrzega ową nobilitację. Dla inteligenta z dwoma fakultetami nobilitacją będzie powrót do korzeni i nazwanie dziecka tak jak nazywał się jego dziadek czy pradziadek. Dla świeżo upieczonego właściciela polskiej firmy w Niemczech, który zatrudnia gastarbeiterów, takie imię dla dziecka to potwarz, policzek i degradacja do najciemniejszych kręgów piekła, czyli z powrotem na spłachetek piaszczystej gleby, w której bez powodzenia ryli jego przodkowie. On musi nazwać dziecko inaczej, tak by świat wiedział, że ono i cała jego rodzina przynależy do cywilizacji stworzonej przez właścicieli zakładów blacharskich zatrudniających gastarbeiterów. Stąd biorą się różne Sandry i Sonie zamiast Stefek i Zosiek. Nie mówię, że Sandra albo Sonia to złe imię, ale mogłaby jedna z drugą przynajmniej paznokcie wyczyścić.
W Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej nikogo nie dziwią imiona chłopców nadawane dziewczynkom i na odwrót. Jest to przyjęte i traktowane spokojnie. Można przecież zrobić dziecku większe kuku i na przykład nadać mu imię swojego ulubionego miasta - Paris - lub samochodu, lub przełęczy w Górach Skalistych. Trochę gorzej z imionami jest w Afryce Zachodniej. Tam, w takiej na przykład Ghanie, imieniem może być wszystko. Słyszałem o facecie, który nazywał się "Kłopoty się nigdy nie kończą". Malownicze, prawda? Mieszkańcy Ghany są dość zżyci z kulturą i cywilizacją europejską i nieobce są im nazwiska i pojęcia wywodzące się jej kręgów. Każdy mieszkaniec tego kraju ma wiele imion i wśród nich może zdarzyć się takie jak Hitler. Nikogo nie dziwi, że facet nazywa się Tobias Henry Hitler coś tam, coś tam, bo to przyjęte i już. Zresztą zamiast Hitlera może być tam wstawione dowolne angielskie słowo, a nawet nie angielskie, tylko polskie, na przykład samolot.
Wróćmy na chwilę na nasze, europejskie podwórko. W zachodniej Europie i nie tylko panowała i panuje w mniejszym może stopniu, ale ciągle moda na nadawanie dzieciom rosyjskich imion. Stąd Francja pełna jest chłopców o imionach Dmitrij lub Sasza. Najpopularniejsze rosyjskie imię Iwan też ma swoich zwolenników. Iwan może pochodzić z Czech, Węgier, Anglii, Danii, nawet z USA, ponoć - jak słyszałem - także z wyspy Barbados. Jest na świecie tylko jeden kraj, w którym żadna matka nigdy nie nazwie dziecka Iwan. Tym krajem jest Polska. Uważam, że to nas pozytywnie wyróżnia na tle reszty świata i trend ten należy podtrzymywać. Już sobie wyobrażam, co by było, gdyby jakaś rodzina przyszła do urzędu z takim pomysłem. Iwana nie mamy, mamy za to inne ciekawe imiona, w których lubuje się nadwiślański lud. Ponoć w archiwach urzędów można znaleźć takie imiona jak Słoneczko, Pipa, Jad czy Oralia. Czyż nie są wspaniałe? Chciałbym z bliska zajrzeć w głębię oczu rodziców, którzy obdarzyli takimi imionami swoje dzieci. Cóż tam by można znaleźć?
Przypomniało mi się jeszcze jedno piękne, biblijne i całkowicie zapomniane imię Kasjan. Nikt dziś już tak dziecka nie nazwie. Szkoda. Jeszcze u Sienkiewicza występuje przecież Kasjan Butrym, senior rodu szlachty z Wodoktów.
Ludzi o niespotykanych imionach można spotkać wszędzie. Kiedy wyprowadziłem się na wieś, sądziłem, że życie płynąć mi będzie wśród Kazików, Mietków i Krystyn. Tymczasem po sąsiedzku mieszkają dwie dziewczynki, z których jedna ma na imię Kesja, a druga Noemi. Czyż to nie piękne?