Nie no, kobita zła nie jest, jakoś się dogadujemy - najważniejszym i najlepszym krokiem było ustalenie, że wszystko robimy sobie osobno, bo były spięcia i o obiadki, ale ja sobie poradzę i mąż głodny nie chodzi hehe...masz rację, zasady są ważne, teściowa nie wtrąca się do moich spraw, ale od czasu do czasu pomarudzi o byle co, ale da się przeżyć...jeśli chodzi o dziecko, to chyba jej nie zostawię, bo po pierwsze, ona sama powiedziała, że bawić nie będzie, bo nie ma czasu i jest już stara, więc może jej się coś stać...a po drugie - po tych przejściach z nią nie jestem przekonana czy mogłabym jej zaufać, zwłaszcza jeśli chodzi o kwestię Maleństwa (jej druga córka powiedziała, że ona jej syna nawet na ręce nie chciała wziąć, więc pewnie nasza Antosia też ją będzie parzyć). Nie jest źle jak jest, ale mogło by być lepiej...może inaczej by było gdyby teść żył, miała by się kim zajmować...ale w sumie teraz ciągle się z kimś spotyka, zaprasza, więc widzę, że jej pasuje, że jest niezależna i nie musi np.stać nad garami i gotować nam obiadków ;-).