hej babeczki, witam sie z Oregonu :-) Przezylismy, choc mielismy troche przygod-w chicago ledwo zdazylismy na lot do portland, bo samolot z warszawy sie spoznil i bieglismy z wywieszonym jezorem z terminala 1 na terminal 5, a jeszcze po drodze musielismy migusiem odebrac bagaze i ponownie je nadac, cala kontrola od poczatku, a do paszportowki byla kolejka z 4 samolotow a urzednikow 3!!! Normalnie miesem rzucalam na prawo i lewo Alusia brzeczala, zmeczone dziecko ale udalo sie i dobieglismy na 15 minut przed odlotem-takze doslownie w ostatniej chwili. Domek stoi, nawet jet laga nie mamy, ALusia wparowala w swoje kolestwo zadowolona :-)