Dzagud
mamy czerwcowe 2007 Zadomowiona(y)
Dziewczyny, potrzebuję Waszej rady - zwłaszcza - nie ukrywam - Mamuś podwójnych, ale oczywiście wszystkie Was pytam co byście zrobiły. Mam problem, tym razem z Weroniką. Otóż od przyszłego roku idzie do zerówki, tyle że problem w tym, że jej przedszkole, do którego chodzi jest zamykane z powodu przebudowy. No i oczywiście nie robią nowych przyjęć, a dzieci z wyższych grup zostają w całości przeniesione w inne miejsce. Będzie zrobiony taki oddział przedszkolny (czyli wytyczone miejsce, odgrodzone, z osobnym wejściem) przy Szkole Podstawowej. Nie zmieniają się Panie, nie zmieniają się dzieci (przynajmniej częściowo), czyli tak naprawdę zmienia się tylko budynek, a to będzie dalej to samo przedszkole. Szkoła do której ich przenoszą mieści się kawałek drogi od nas (trochę niewygodny dojazd bez samochodu, bo to 3 przystanki tramwajem + dojście na piechotę), no i na pewno Weronika do tej szkoły chodzić nie będzie jak już pójdzie do I klasy. No i szczerze mówiąc, do tej zerówki mogą przyjąć tylko 25 dzieci, a sześciolatków w naszym przedszkolu jest 44, więc mówili nam na zebraniu, że jeśli ktoś chce zabrać dziecko gdzie indziej, to byłoby super bo by im się sytuacja rozładowała. No i tu jest problem. Otóż rzut beretem od nas (przejście przez podwórko, bez ulic, tramwai itd.) jest Szkoła Podstawowa, do której będziemy chcieli Weronikę wysłać (Esia wie dokładnie gdzie, bo przy szkole jest basen na który chodziłyśmy). Szkoła jest super, nowoczesna, odnowiona, właśnie z basenem, do tego integracyjna dla dzieci niepełnosprawnych, co moim zdaniem super dziecko przygotowuje do życia w społeczeństwie. Dzwoniłam tam i oczywiście mają zerówki, a z tych zerówek potem będą tworzone I klasy.Minusem jest to, że dziecko jest w zerówce tylko ok. 4 godzin, a resztę czasu spędza w świetlicy, nie ma normalnych obiadów jak w przedszkolu, tylko albo kanapki, albo pewnie wykupienie obiadu w stołówce, ale nawet nie w tym rzecz. Problem w tym, że Weronika jest raczej dzieckiem bojaźliwym i nieśmiałym, trudno nawiązującym kontakty. Ona już teraz się pyta, czy na pewno pójdzie do przedszkola razem z innymi dziećmi. A chodzi o to, że teraz jak nie pójdzie do tej szkoły koło nas, to później w I klasie spotka się z dziećmi, które już od roku będą się znały, będą nawiązane przyjaźnie itd, a ona od początku będzie "ta nowa". Więc albo trauma teraz, albo za rok. No i głupia jestem...:-(


.
.
. W końcu stwierdzam że śpi na tyle mocno że sie kłade a po paru minutach znowu jest ryk i trwa to około 1,5 godziny dopóki bardzo nie zgłodnieje i w końcu porządnie się naje. Marzę o tym zeby w końcu przestała jeść w nocy.
. Takie maleństwo o rodzice z nim po sklepach jeżdzą! Jeszcze tatuś chyba w ramach zabawy kład fotelik na taśmę z zakupami, trzymał co prawda za uchwyt ale jednak
... i to nie byli jacys gówniarze, tacy po 30-tce.