Kochane, ja jestem po wczorajszym wózkowym wrocławskim maratonie - zmęczona, jak po dwudniowym lataniu po sklepach z ciuchami - a to tylko dwa wózkowe były ;-)
Jesteśmy praktycznie zdecydowani na
Mutsy 4rider, już wcześniej w internecie strasznie mi się podobały ale wahałam się pomiędzy 4riderem a Urban Riderem (różnią się tym, że 4rider ma przednią oś skrętną a Urban tylną). Jadąc tam byłam przekonana, że innowacyjny Urban mi bardziej przypadnie do gustu ale po parogodzinnych przejażdżkach nim po sklepowych alejkach stwierdziłam, że pewnie większość czasu miałabym tę tylną oś zblokowaną... Na pewno będę za nią tęsknić w trakcie spacerów po szlakach, ale... chyba mimo wszystko bardziej podszedł mi 4rider, który mogę obrócić wokół własnej osi tak naprawdę jednym paluszkiem. Wizualnie też mi się bardzo spodobał - szczególnie wersja
Cargo - kolor... new black. W planach, pierwsze co odrzuciłam to czarny kolor gondoli ale na żywo strasznie mi się podobał. Trochę denerwuje mnie to, że Cargo jest uboższą wersją jeśli chodzi o kieszonki itp. dlatego jeszcze przemyślę sprawę. Z kolei w team i active drażnią mnie te napisy i przeszycia. Tak jak któraś z Was (po raz kolejny przepraszam za moją krótką pamięć) powiedziała - i bardzo jej za ten pomysł dziękuję - wezmę wszystko w różnych kolorach - gondolę new black, spacerówkę chyba green albo lime i fotelik (Maxi Cosi Cabrio oczywiście - z bazą) w wersji botanical coś tam ;-)
Oczywiście oglądaliśmy wnikliwie też inne wozy - między innymi sławne
Bugaboo - nawet kasa by się na niego znalazła jakby było warto ale mam parę poważnych zastrzeżeń. Po pierwsze - te ftalany, o których wspominałam wcześniej, po drugie - wysokość gondoli

- byłam w szoku, że jest tak nisko. Według mnie to a) dziwnie wygląda b) utrudnia mi dostęp do dziecka nawet przy teleskopowo złożonej rączce c) w moim przypadku całkowicie odpada ze względu na stałą obecność pięciu niemałych psów. Po trzecie rozczarowała mnie jakość materiałów, zarówno tych materiałowych :-) jak i plastików. No i te małe kółka - widzieliśmy te wymienne - zimowe - ale są one nie wiele większe. Jednym słowem na Karpacz odpadają. Wózek ma też plusy - z czego największym jest super długa (bo już nie super szeroka) gondola i możliwość zmiany kolorystycznej obicia.
X-Landery od razu u nas odpadły - jakoś takie mało porządnie wykonane, podobnie
Maxi-Cosi - nie zrobiły dobrego wrażenia, choć gondolka faktycznie większa :-) W nich szczególnie denerwuje mnie piankowa rączka - jakoś totalnie niehigienicznie mi się to kojarzy - podobnie zresztą jak w Bugaboo - w wózku za 4tys. powinna być możliwość zmiany rączki na skórzaną lub choćby skóropodobną.
Ach - i jeszcze jedna wada Bugaboo - spacerówka - dużo czytałam na temat kubełkowych siedzeń dla maluchów i jakoś przerażają mnie. Chyba nie ma lekarza, który by je polecał - jak to gdzieś przeczytałam - usiądź na krześle i poproś swojego lubego żeby je przechylił do tyłu i spróbuj tak usnąć albo spędzić parę godzin spaceru... Nie podobało mi się to.
Oglądaliśmy też
Quinny Buzz ale - choć wcześniej się nad nimi zastanawialiśmy - stwierdziliśmy, że jest za mało stabilny z tym swoim jednym kołem (te same powody co wcześniej - ukształtowanie terenu i psy).
Przyjrzeliśmy się też innemu "exclusivowi"
Stokke - dla mnie masakra. Nie chodzi mi o samo mocno innowacyjne rozwiązanie (bardzo wysoko umieszczone siedzisko) ale o ilość twardych plastików i nieprzyjaznych materiałów - szok.
I jeszcze jedna sprawa na koniec tego długaśnego postu - w tańszych wózkach często znajduje się jedna rzecz o której ze względu miejsce zamieszkania marzę w lepszych modelach - ręczny hamulec, taki jak w rowerze, służący jedynie do dohamowywania na zboczach - dla mnie rewelacja :-)
I jeszcze pętla łącząca mnie z wózkiem - tak smycz. To moja trauma i najgorszy koszmar - schodzę z Maleństwem w dół górki (na której mieszkam więc fanaberią to nie jest) i potykam się nagle, przewracam a wózek jedzie w dół, coraz szybciej... Koszmar.