aniam...zazdroszczę Ci...jak ja bym chciala żeby Weronika chociaz marchewke zjadla... no i masz racje pewnie to nie przez owoce sloiczkowe tylko przez słodycze. Ja niestety przegrałam walkę. Od początku bylam za tym żeby córcia słodyczy nie dostawała, ale przegrałam z teściami (mieszkaliśmy wtedy w jednym domu). Moj T nie bardzo mnie wspierał, i córcia silą rzeczy słodycze dostawała. Na szczeście teraz jestem daleko (25km) i Borys już ze slodyczami się tak szybko nie zaprzyjaźni.no ja sie staram przemycac cos nie cos...heheheh
Co do tesciów...ja nie mialam sznas. Oni zawsze na stole maja slodkie. I jak mówilam ,że maja jej nie dawac, to najpierw ze no jak to dziecku slodyczy odmaiwam itd. A potem, że sama sobie ze stołu wzięla. Kiedys corcia przy mnie babcie (teściową) o slodkie poprosila, wiec jako,że byłam blisko teściowa jej odpowiedziała " wiesz Weronisiu, ja bym Ci dala, ale mamusia nie pozwala"....no żesz

, to mi wtedy ciśnienie podniosła, no. W oczach dziecka matka wyszla na strszną jedze. Powiedziałam wtedy teściowej na osobności co myślę, ale i tak jej dawali i tak. Potem dolożyli sie też moi rodzice i skapitulowałam. Pierwsza wnuczka, więc wszyscy chcieli sie podlizac. Tak to jest mają dziwne podejscie,że slodycze dziecko uszczęśliwią , a zakazanie słodyczy sprawi,że dziecko bedzie nie szcześliwe...