Buu... Pucek budzi się jak noworodek...:/ O północy i o 3, a wstaje o 7...:/ A że ja się położyłam kilka minut przed północą, to nie powiem, żebym była wyspana. Jeszcze o 3 chciałam go uśpić bez dawania mleka i zeszło mi trzy razy dłużej, a i tak musiałam go nakarmić.
Dziś dostanie chyba 200 ml kaszki na noc, bo swoje 150 zjada w minutę :/ Albo dodam mu owoce, bo budzić się zaczął, jak zrezygnowałam z owoców do kaszki.
Chyba że powodem pobudek są zęby... Wtedy nic nie poradzę...
***
A co do wczorajszego tematu: ja myślę, że na liczbę planowanych dzieci wpływają głównie dwie rzeczy (nie licząc oczywiście indywidualnych preferencji):
* sytuacja finansowa i mieszkaniowa
* przebieg pierwszych ciąż i porodów
Nam finanse i mieszkanie póki co pozwalają na 100% na drugie dziecko, ale z założeniem, że ja pracuję całą ciążę, a potem wracam do roboty po miesiącu albo dwóch, a Franek idzie do przedszkola.
No a ciążę i poród miałam bajeczne, więc nic mnie nie jest w stanie przestraszyć

Poza tym ja uwielbiam dzieci
***
Pucek właśnie zjada nogę mojego biurka. Czy to jest normalne?...:/
Dostał wczoraj swój prawdziwy kubek z Kubusiem Puchatkiem, bo rano zawsze chce zabierać nasze. No i próbował z niego pić wkurzony, że nic nie leci. Ale bez kontroli wody z normalnego kubka jeszcze długo nie dostanie.
Myślę, że niedługo Franek zacznie siadać z czworaków. Już potrafi się przekręcić na pupę, ale jeszcze podpiera się bokiem rękami i nie wie, że musi się mocno odepchnąć od ziemi, żeby się wyprostować. Ale i do tego dojdzie
***
Ja szybko wysyłam resztę podań i biorę się za bibliografię - to jest plan na dziś. Na szczęście obiad dla nas i Pucka już mam. Tylko pranie muszę zrobić i porozwieszać w międzyczasie. Pogoda bura, nie kusi wyjściem na pole, więc może uda mi się zrealizować plan.
Aha - Franek dziś na drugie śniadanie dostanie już kaszkę. Miałam jeszcze z tym czekać, ale wczoraj musiałam go karmić 4 razy (zamiast 2) do obiadu, bo głodny był :/