cristalrose
Fanka BB :)
Hej
Co to się dzieje
codziennie przybywa nam chorowitków. Aluśka, Olcia, Sarka - zdrówka dla waszych Bąbelków! Krolcia - buziaczki dla pogryzionego Bidulka:*
U nas na szczęście komarów brak - wreszcie jakiś plus (obok całej masy minusów) mieszkania na 3. piętrze.
Cypriano w zasadzie bez zmian, tzn 6 kupali na dzień mimo smecty
więc trudno to nazwac poprawą, ale humor mu dopisuje, więc cierpliwie czekam na zakończenie tego etapu...
Gwiazdeczka -Ale akcja
sam chodzi??? brawa dla Wojtusia:-) - Cypriano na razie pcha taborety, zdarza mu się co prawda stanąc bez trzymanki, ale gdzie tam do samodzielnego chodzenia
My też wciąż w małym foteliku, choc duży - romer king plus - już czeka od maja. We wrześniu jedziemy w góry i to chyba będzie ostatnia wycieczka w maxi cosi, jeśli uda się go sprzedac w miarę szybko, a jeśli nie to chyba dopiero zimą przesiądziemy się na duży.
Co to się dzieje
codziennie przybywa nam chorowitków. Aluśka, Olcia, Sarka - zdrówka dla waszych Bąbelków! Krolcia - buziaczki dla pogryzionego Bidulka:*U nas na szczęście komarów brak - wreszcie jakiś plus (obok całej masy minusów) mieszkania na 3. piętrze.
Cypriano w zasadzie bez zmian, tzn 6 kupali na dzień mimo smecty
więc trudno to nazwac poprawą, ale humor mu dopisuje, więc cierpliwie czekam na zakończenie tego etapu...Gwiazdeczka -Ale akcja
sam chodzi??? brawa dla Wojtusia:-) - Cypriano na razie pcha taborety, zdarza mu się co prawda stanąc bez trzymanki, ale gdzie tam do samodzielnego chodzenia
My też wciąż w małym foteliku, choc duży - romer king plus - już czeka od maja. We wrześniu jedziemy w góry i to chyba będzie ostatnia wycieczka w maxi cosi, jeśli uda się go sprzedac w miarę szybko, a jeśli nie to chyba dopiero zimą przesiądziemy się na duży.
... No i się okazało, że pod urzędem nie ma miejsca i najbliższe wolne, które by pomieściło naszą audice jakiś kilometr dalej za Galerią Dominikańską.
... Nosiliśmy małego na zmianę. 10kg żywej, ruchliwej masy Antka + ciężka Antkowa torba z samymi butelkami picia. Było chyba z 33 stopni, więc już 100m od auta byłam cała spocona. Myślałam, że męża zabije. Jeszcze targaliśmy pieszo do tego auta po godzinie spędzonej w urzędzie. Mieliśmy jeszcze pojechać zobaczyć wózek, ale dzwonili z warsztatu, ze coś tam coś tam i on musi wracać... a zajechaliśmy jeszcze do jednego z dostawców na "5 minut" i po 40 min dopiero stamtąd pojechaliśmy. Byliśmy o 15 w domu. Mały nie chciał jeść ani spać. Dopiero jak go na szybciorem schłodziłam w baseniku to zasnął na 1,5h. 