A co do organizacji - myślę, że każda z nas (poza Ewą oczywiście ;-) ) ma z nią problem.
Pff...
U nas w domu Mąż sporo pomaga - i to jest chyba klucz do sukcesu. Np. z odkurzaniem zawsze tak było, że on odkurzał, a ja w tym czasie najczęściej karmiłam Franka. Ale przedwczoraj chciałam odkurzyć sama, bo jestem chwilowo na przymusowym urlopie i się wzięłam na sprzątanie. No więc Pucek na początku okropnie się przestraszył. Musiałam wziąć go na kolana przy włączonym odkurzaczu, pokazać mu co i jak. W końcu ośmielił się, podotykał wszystko i jak sam zszedł na ziemię, wzięłam się za odkurzanie. Biegał mi za rurą, więc odkurzałam raz z jednej strony, raz z drugiej - żeby nie zdążył dobiec
Cwietka, a do Wrocławia to my się już od paru lat wybieramy. Bo nigdy nie byliśmy... A mamy przecież stosunkowo niedaleko...
Co do fotelika to my jeszcze jesteśmy na tym małym. Jest chyba do 12 albo 13 kg. Przesiądziemy się na duży zimą, no chyba że Franek wcześniej z niego wyrośnie, tzn. przekroczy 13 kg albo wyjdzie mu głowa poza fotelik. Wcześniej nie będziemy zmieniać, bo ten leżący jest najbezpieczniejszy dla dziecka. A Pucek nie protestuje w nim na razie, więc nie ma sensu kombinować. Mamy teraz Maxi Cosi i chyba przy tej firmie zostaniemy, bo jesteśmy bardzo zadowoleni.




. Tak było gwarno, pełno dzieciaka wszędzie i nagle niemiłosierna cisza.... Szok!
. Nie boi się.
pani doktor mnie jednak ostrzegła że koło godziny 17.00 znów moze jej podskoczyć:-(ehhh