hej kobietki

przyszłam się nieśmiało przywitać

w środę mam gina, żeby potwierdził ciążę-jesli wszystko pójdzie jak trzeba to wg apki 15.12 to mój termin. Narazie nawet nie gadamy o tym z mężem żeby się nie napalać. po krótce mam 32 latka, od 2.5 roku marzymy o bobasie. 1 kwietnia miałam wizyte gdzie miałam mieć robioną drożność ale tak "dla jaj" zrobiłam test przed wizytą i wyszedł pozytywny(druga kreska cienka ale była). zaraz po świętach zrobiłam dwie bety jedna 3310 a po 48h 6901 więc chyba dobrze

ale odkąd się dowiedziałam ciągle coś-tylko chodze i modle sie o zdrowie maleństwa. cudem uniknęłam wypadku samochodowego, kilka dni później znalałam leżącego ojca alkoholika pod otwartym piecem, dziś rano wstaję a tu oprycha na wardze ( wczoraj z mężem trochę pobaraszkowaliśmy ;/) odstawiłam kawe, staram sie nie denerwować, wysypiać ale ciągle ten lęk...przychodzę w pracy wykonczona- czasem zasypiam w ubraniach, piersi bolą nieziemsko a że jestem okrąglejsza to muszę poduszke wkładać między nie, żeby się na boku położyć, ciągnie mnie w prawym boku prawie cały czas, mrowi w nogach. czytam fora i jakoś się próbuje uspokajać ale stwierdziłam, że kto mnie lepiej zrozumie niż Wy

więc jestem. trzymam kciuki za was wszystkie by było dobrze!