Witam wieczornie, Kacperek śpi, Melę zaraz zagonię też do łóżka bo lata już w piżamce, wyszłam z małym z pracy, pojechaliśmy po Melcię, odwiozłam Kacperka do domciu a ja z powrotem z Melą do lekarza, na szczęście wszystko ok i tylko kaszel ma.
Wróciłam to zmyłam naczynia i ugotowałam szczaw na jutro a sis jutro ziemniaczki dogotuje.
Kacperek zostanie jutro i w piątek z ciocią, muszę ją uczulić by miała oczy do około głowy, ale mam stresa moja siostra nigdy na tyle czasu sama z nim nie zostawała, na dodatek ma obrzydzenie do kupy. Może mały się zwali tak jak dziś i wczoraj z rana jak jeszcze w domku byliśmy.
Dziś u mojej szefowej akurat byłam tam, Kacperek sobie spacerował po mieszkaniu, jak się potknął i zawalił czołem mocno w ścianę, milimetr od rogu ściany, Boże biedny jak płakał, mam takie wyrzuty sumienia, że go nie przypilnowałam, z jednej strony dobrze, że to się stało jak ja tam akurat była, bo bardzo płakał i potem taki dziwny był, a ja od czasów Amelki mam na puncie głowy dzieci schizy, a może był normalny tylko zmęczony płaczem a ja sobie coś wmawiałam, no wiem już, dobrze, że nic poważnego się nie stało, ale śliwa na pół czoła jest.
ŻABCIA zarąbiste te zabiezpieczenia, fajnie, że tak macie.