A ja się cieszę, że tę rozmowę z szefową mam już za sobą. Kamień z serca mi spadł, bo tego najbardziej się bałam

. Moja szefowa potrafi być niemiła

i to bardzo, a nawet jeśli czegoś nie powie, to miną pokarze

. Byłam przekonana, że zachwycona tą informacją nie będzie, zwłaszcza, że koleżanka też jest w ciąży (jakieś 2 tyg. wcześniej zaszła, ale powiedziała od razu, właściwie musiała powiedzieć, bo miała robić podyplomówkę od października)i gdy poinformowała o tym naszą szefową, to gratulacji nie było...
NO więc spodziewałam się jeszcze mniej przyjemnej reakcji, bo zawsze mogła głupio pomyśleć, że "spapugowałam".
W czw. byłam u lekarza a w pt. jej powiedziałam. Nie chciałam, żeby stwierdziła, że specjalnie długo to ukrywałam. Bałam się strasznie tej rozmowy. Ale wiedziałam, że humor ma chyba dobry. Powiedziałam prosto z mostu, że jestem w ciąży, ale chcę pracować, jak długo się da, że na razie wszystko jest w porządku, a jak będzie dalej - nie wiem. No i o dziwo

najpierw minę miała zdziwioną, a później nawet się CIESZYŁA!!! Wypytała kiedy chcę wrócić do pracy i takie tam i nawet radziła do którego gina nie chodzić i pożartowałyśmy troszkę i... na końcu mi GRATULOWAŁA!!!
Dla mnie to cud modlitwy! bo znam ją już trochę i wiem, jak zareagowała u kumpeli...
Ale jak od niej wyszłam, to trzęsłam sie jak osika
naprawdę od tamtej pory czuję luz psychiczny i ciesze się, że nie zwlekałam z tym dłużej.