Marlenka, ja też mam przygody z sąsiadami, tzn. nikt jeszcze na policję nie zadzwonił, za to sąsiedzi regularnie walili nam w swój sufit(naszą podłogę) miotłą. Pewnego razu sąsiadka przyszła do nas nad ranem(ok.7.30) w szlafroku,że moje dzieci i my nie dajemy jej pospać. Powiedziała ,że słyszy każdy nasz krok, albo nawet jak otwieramy szafę w przedpokoju, a co dopiero biegające po domu dzieci(dodam,że był to okres, kiedy Zosia zaczynała wstawać, chodzić i często się przewracała). Sąsiadka zjechała mnie równo, a ja zdołałam wydukać tylko przepraszam. Mieszkamy w "tekturowym" TBS-ie i to fakt,że tutaj wszystko strasznie się niesie, jednak my nie robimy jej tego na złość.Nie pozwalamy dzieciom na wiele rzeczy w mieszkaniu, czasem jak słyszę mojego męża, który setny raz upomina dzieci, żeby nie robiły tego, tamtego i żeby bawiły sie po cichutku, to coś mnie trafia, bo to w końcu dzieci i nie możemy ich cały czas ochrzaniać. Poszłam do sąsiadki z kawą i przeprosinami i wytłumaczyłam, że Zosia zaczyna chodzić i często się przewraca, że nie chodzimy w jakiś dziwny sposób, po to ,żeby jej na złość zrobić. A ona mnie zaprosiła do siebie ,żebym chwilę posłuchała jak słychać każdy krok(ja mieszkam na poddaszu, więc wtedy po raz pierwszy przekonałam się,że faktycznie wszystko słychać). Jednak nic na to nie poradzę, raczej nie nauczymy się latać. Póki co jak najwięcej jestem na spacerkach, ale jak przyjdzie niepogoda,to znowu będę się stresować.
Właściwie to mamy pecha, bo ci ludzie , którzy pod nami mieszkają mają już większe dzieci(12 i 15 lat), a na naszym osiedlu większość małżeństw ma małe dzieci i jest bardziej wyrozumiała.
I jeszcze historia sprzed lat.
Pewnego razu kiedy moja młodsza siostra miała jakieś 3 latka sąsiedzi wezwali policję, bo myśleli,że ktoś katuje dziecko. A Zośka zrobiła histerię, bo w domu nie było soczku, a ona chciała soczek. No i darła się wniebogłosy od godziny. Najśmieszniejsze , że na przeciwko nas mieszkał pan policjant, którym czasem ją straszyliśmy, jak już nie było na nią sposobu. A tu nagle zjawił się prawdziwy policjant:-)Akurat ja mu otworzyłam drzwi i zaczęłam tłumaczyć,że to moja młodsza siostra złośnica się tak wydziera, zaprowadziłam go do pokoju,żeby mu ją pokazać , bo tak sobie zażyczył, a tam cichutko, Zosi nigdzie nie widać. W międzyczasie przyszła tam moja mama( wcześniej się ubierała), a policjant zaczął się na nią wydzierać, żeby mu pokazała gdzie więzimy to dziecko. Po prostu paranoja , moja mama była w szoku, że ktoś tak ją potraktował, jak jakąś wyrodną matkę, zażądał dowodu i ją spisał. Później wszyscy szukaliśmy Zośki po całym 130 metrowym mieszkaniu i okazało się ,że ze strachu przed policjantem schowała się w szafie i tam cichutko siedziała

Teraz wydaje mi się to śmieszne , ale wtedy takie nie było. Mam też wrażenie, że nasza Zosia odziedziczyła charakterek po swojej mamie chrzestnej, dlatego kiedy ona robi afery, na wszelki wypadek zamykamy okna.;-)