reklama
Forum BabyBoom

Dzień dobry...

Starasz się o maleństwo, wiesz, że zostaniecie rodzicami a może masz już dziecko? Poszukujesz informacji, chcesz się podzielić swoim doświadczeniem? Dołącz do naszej społeczności. Rejestracja jest bezpieczna, darmowa i szybka. A wsparcie i wdzięczność, które otrzymasz - nieocenione. Podoba Ci się? Wskakuj na pokład! Zamiast być gościem korzystaj z wszystkich możliwości. A jeśli masz pytania - pisz śmiało.

Ania Ślusarczyk (aniaslu)

  • Znasz to? Dzień ledwo się zacznie, a Ty już masz na koncie przebieranie w półśnie, mycie części do laktatora i gorączkowe poszukiwania smoczka pod kanapą. Jeśli w tym chaosie marzysz choć o jednej rzeczy, która ułatwi Wam codzienność – weź udział w konkursie i wygraj urządzenia Baby Brezza, które naprawdę robią różnicę! Biorę udział w konkursie
reklama

Jak samopoczucie, mamusiu?

Teraz będę się stresować, jak tylko maluszek zapłacze.

Mam pytanie, czy Wy też teraz macie wizytę patronażową dziecka pielęgniarki środowiskowo-rodzinnej? Byłam cały dzień w ogródku siostry i jak wróciłam do domu w drzwiach miałam karteczkę z pieczątką przychodni z prośbą o kontakt w sprawie patronażu dziecka. Moje siostry nie miały w takim wieku dziecka tgo typu wizyt przy żadnym z dzieci.
 
reklama
Marlenka - nie chcę Cię dobijać, ale podejrzewam, że policja zgłosiła Cię do "obserwacji"...:wściekła/y:

u nas nie ma wizyt patronażowych do tak dużych dzieci
 
A u nas sa takie wizyty:tak:..kiedys teściowa była z Antosiem a tu nagle dzwonek i pielęgniarka ..najpierw myślałam że to oszustka ..ale zadzwoniłam do przychodni i panie potwierdziły iż taka wizyta miała miejsce.

Ale to jest szczyt z tą policją ...szkoda tylko gdy rzeczywiście dzieciom dzieje się krzywda to nikt nie reaguje...patrz przypadek pociwiartowanych dzieci w Łodzi słynne beczki na ul .Radwańskiej....a tu złośliwie się czepiają porządnych ludzi

Marlenka - trzymaj się dzielnie i zlewaj tych sąsiadów złośliwych ..choc wiem że trudno się nie denerwowac w takiej sytuacji
 
Maga uściski dla Ciebie i Jagódki.

Marlenka
to się w głowie nie mieści.nawet nie wiem co Ci poradzić w tej sytuacji, bo mnie zatkało. trzymaj się mocno, mam nadzieję że sąsiadom się odechce głupich żartów..ale sobie wyobrażam jakie to okropne uczucie jak przyjeżdża policja bronić Twojego dziecka przed....Tobą:angry::angry::angry:
 
Marlenka, ja też mam przygody z sąsiadami, tzn. nikt jeszcze na policję nie zadzwonił, za to sąsiedzi regularnie walili nam w swój sufit(naszą podłogę) miotłą. Pewnego razu sąsiadka przyszła do nas nad ranem(ok.7.30) w szlafroku,że moje dzieci i my nie dajemy jej pospać. Powiedziała ,że słyszy każdy nasz krok, albo nawet jak otwieramy szafę w przedpokoju, a co dopiero biegające po domu dzieci(dodam,że był to okres, kiedy Zosia zaczynała wstawać, chodzić i często się przewracała). Sąsiadka zjechała mnie równo, a ja zdołałam wydukać tylko przepraszam. Mieszkamy w "tekturowym" TBS-ie i to fakt,że tutaj wszystko strasznie się niesie, jednak my nie robimy jej tego na złość.Nie pozwalamy dzieciom na wiele rzeczy w mieszkaniu, czasem jak słyszę mojego męża, który setny raz upomina dzieci, żeby nie robiły tego, tamtego i żeby bawiły sie po cichutku, to coś mnie trafia, bo to w końcu dzieci i nie możemy ich cały czas ochrzaniać. Poszłam do sąsiadki z kawą i przeprosinami i wytłumaczyłam, że Zosia zaczyna chodzić i często się przewraca, że nie chodzimy w jakiś dziwny sposób, po to ,żeby jej na złość zrobić. A ona mnie zaprosiła do siebie ,żebym chwilę posłuchała jak słychać każdy krok(ja mieszkam na poddaszu, więc wtedy po raz pierwszy przekonałam się,że faktycznie wszystko słychać). Jednak nic na to nie poradzę, raczej nie nauczymy się latać. Póki co jak najwięcej jestem na spacerkach, ale jak przyjdzie niepogoda,to znowu będę się stresować.
Właściwie to mamy pecha, bo ci ludzie , którzy pod nami mieszkają mają już większe dzieci(12 i 15 lat), a na naszym osiedlu większość małżeństw ma małe dzieci i jest bardziej wyrozumiała.

I jeszcze historia sprzed lat.
Pewnego razu kiedy moja młodsza siostra miała jakieś 3 latka sąsiedzi wezwali policję, bo myśleli,że ktoś katuje dziecko. A Zośka zrobiła histerię, bo w domu nie było soczku, a ona chciała soczek. No i darła się wniebogłosy od godziny. Najśmieszniejsze , że na przeciwko nas mieszkał pan policjant, którym czasem ją straszyliśmy, jak już nie było na nią sposobu. A tu nagle zjawił się prawdziwy policjant:-)Akurat ja mu otworzyłam drzwi i zaczęłam tłumaczyć,że to moja młodsza siostra złośnica się tak wydziera, zaprowadziłam go do pokoju,żeby mu ją pokazać , bo tak sobie zażyczył, a tam cichutko, Zosi nigdzie nie widać. W międzyczasie przyszła tam moja mama( wcześniej się ubierała), a policjant zaczął się na nią wydzierać, żeby mu pokazała gdzie więzimy to dziecko. Po prostu paranoja , moja mama była w szoku, że ktoś tak ją potraktował, jak jakąś wyrodną matkę, zażądał dowodu i ją spisał. Później wszyscy szukaliśmy Zośki po całym 130 metrowym mieszkaniu i okazało się ,że ze strachu przed policjantem schowała się w szafie i tam cichutko siedziała:laugh2:
Teraz wydaje mi się to śmieszne , ale wtedy takie nie było. Mam też wrażenie, że nasza Zosia odziedziczyła charakterek po swojej mamie chrzestnej, dlatego kiedy ona robi afery, na wszelki wypadek zamykamy okna.;-)
 
Marlenka, nieciekawie sie dzieje.

U nas też nie ma takich wizyt środowiskowych.

Suszi, zapomniał wół, jak cielęciem był :confused::confused::confused: Co za ludzie... Rozumiem, gdyby nie mieli dzieci...


A z sąsiadami my żyjemy dobrze (kiedyś nawet bardzo dobrze :tak:) Bardzo dobrze było do momentu, gdy sąsiadka zaczęła mi zwracać uwagę na nasz "zimny chów" Karoli.
Ja, jak to ja obroniłam swoje zasady... Na początku starałam się delikatnie, ale potem już zabrakło mi "delikatnych" argumentów i powiedziałam, że nie chciałabym, żeby moje dziecko spało miedzy nami przez 4 lata... Ale każdy ma swoje metody postępowania... I tu "przegięłam", bo ich syn śpi z nimi :confused:

Dzisiaj np. spotkałyśmy się w mieście, a Gosia (sąsiadka) mówi do Karoli coś w tym stylu:
OOOO, Zuzka (to sąsiedzka "ksywka"), jakaś ty ładna w tym różu... (Karola w różowej sukieneczce)
A mama całą ciążę mówiła, ze nie będzie Cię ubierać w róż...

Ja na to: Tylko krowy nie zmieniają poglądów :-D:-D:-D

Gośkę wryło i po chwili mówi: Jak ty to robisz, że zawsze wychodzi na twoje?

:cool2::cool2::cool2::cool2:Sama nie wiem:cool2::cool2::cool2::cool2:
 
Poszłam dziś na rynek i wyobraźcie sobie, pokupowałam rzeczy z ikei :-) i to taniej niż na stronie ikeowskiej

Kupiłam: mieszadła, kt. polecałyście, młynek do pieprzu i miotłę z szufelką :tak:
 
A mama całą ciążę mówiła, ze nie będzie Cię ubierać w róż...

Ja na to: Tylko krowy nie zmieniają poglądów :-D:-D:-D
A wiesz Kinga, że coś w tym jest. Ja np. nigdy nie lubiłam koloru różowego i dopóki nie zaszłam w ciążę z Zosią, nie kupowałam żadnych ubrań, ani innych dodatków w tym kolorze. Co więcej w rozmowach z koleżankami zawsze mówiłam, że gdy kiedyś będę miała córeczkę to broń Boże nie kupię jej ani jednej różowej rzeczy. Kiedy dowiedziałam się, że będę miała dziewczynkę nagle stało się ze mną coś dziwnego, czego do tej pory nie potrafię zrozumieć, polubiłam róż. Zaczęło się od różowej pościelki, ochraniacza do łóżeczka, dresiku itp. Po urodzeniu Zosi było ze mną jeszcze gorzej, oprócz tego, że ją ubierałam w różowe ubranka, to jeszcze sobie kupiłam różową bluzeczkę do karmienia i różowy cień do powiek, aha i jeszcze różowy błyszczyk, później była jeszcze różowa tuniczka...
Aż w końcu szał na różowe mi minął, aczkolwiek w dalszym ciągu kupuję dla Zosi cosik w różu:-).
 
reklama
Wiesz, nasze dziewczyny ślicznie wyglądają w różach :tak::tak:

Ale widziałam np. dziewczynki, którym za nic w różu nie jest ładnie... A mamy uparte. No cóż.

Ja Karoli chyba przez miesiąc nie ubierałam w różowe ciuszki, ale kiedyś nie miałam czystych ciuchów i założyłam. To co zobaczyłam wtedy, to cudne dziecię w jaskrawo różowej bluzce... Echhhh
 
Do góry