A ja już się przestałam przejmowac aż tak swoją dietą. Zosia ma kolki non stop, całe dnie na zmianę ją nosimy i utulamy, ja juz nawet przestałam płakac razem z nią bo to też nie pomaga:-(Daję jej espumisan, próbowałam nawet odciągnąc i dac jej w butelce antykolkowej, ale to już była przesada, bo cyc i tak jest troszkę przeciwbólowy. Boje się o nią jak tak rozpacza bo boję się że przestanie oddychac, a nieraz nakręca się okropnie mimo tulenia. Dla mnie kolka to najwiękze utrapienie.
Pediatra powiedziała żebym jadła trochę nabiału, bo jak odstawiłam to kolki nie znikły, pomidory to też było pudło. Chyba ma niedojrzałe kiszki i tyle, musimy przeczekac. Moja mama twierdzi że to dlatego ż jej nie dopajam niczym oprócz własnego mleka, bo ja w jej wieku jadłam już delikatne zupki i nie miałam kolek. Ale to były inne czasy, kobiety szybko rezygnowały z karmienia naturalnego na rzecz stałych pokarmów, nie mówię że było to złe, bo przecież żyję i mam się bardzo dobrze, ale wolę jednak stosowac się do zaleceń pediatrów.
Moja teściowa nie może przebolec że nie dopajam małej wodą z cukrem, zawsze jak Zosia zapłacze teściowa mówi że chce jej się pic. Co za bzdury!!!