Zanim wybraliśmy się do dietetyka stosowałam naturalne metody. Dodawałam masło, awokado i olej do posiłków, nadal to robię. Osobiście nie jem mięsa i nie lubię go przyrządzać, dlatego nacisk kładę na owoce i warzywa (wiem jak łączyć produkty, żeby nie doszło do niedoborów, zresztą wyniki badań synka są ok). Mój synek nie przepada za mięsem, trochę pogryzie i ma dosyc. Mamy wyznaczone pory posiłków, mniej więcej o tych samych godzinach, nie daję nic pomiędzy, bo łudzę się, że może zgłodnieje. Na pierwszej wizycie u dietetyka, po przeanalizowaniu posiłków, odstępów między nimi, dietetyczka stwierdziła, że generalnie wszystko jest ok, dieta jest zróżnicowana, posilki poprawne, ale trzeba zwiększyć ilość energii stąd ten wzmacniacz. Na drugiej wizycie dostała już zgodę ministerstwa na to specjalne mleko i takie też pije. (Po wyjściu ze szpitala też mieliśmy mleko dla dzieci z niską masą urodzeniową, ale żeby znaleźć je w aptece to był jakiś koszmar. Tutaj tego problemu nie ma, idę do przyszpitalnej apteki i dostaję zapas na miesiąc, nic za to nie płacę)
Jeśli chodzi o plan dnia to jest do bólu zrutynizowany, bo czytałam, że wczesniaki potrzebują takiej stabilności.
Może masz rację i to taki okres. Tutaj jest trochę inaczej z terapią, bo wcześniaki rodzą się naprawdę rzadko, raczej odsyłają rodziców do Nikozji, żeby tam lekarze decydowali co dalej.
Czy możesz napisać mi coś więcej?