traschka
Mama Marysi
U nas jest tak, że M. ze swojej pensji opłaca kredyt, mieszkanie, zakupy itp a ja ze swojej maciupeńkiej pensyjki kupuję rzeczy dla maleństwa. Na wózek dołożyliśmy z oszczędnościowego, a ja wczoraj w Ikei spłukałąm się całkiem. Dobrze, że nie dostałąm jeszcze całej wypłąty... 
wkleje kilka fotek jak wrócę do domu
albo nic nie mów ;-) co do grubszych przedmiotów to notuj sobie wszystko w notatniku - co byś chciała, jakiej firmy, jaki kolor, z jakiego sklepu. Jak mężowy będzie Ci się w maju wchrzaniał w zakupy to mu wtedy oznajmisz z dumą że sama już podjęłaś decyzję dawno temu i nie życzysz sobie by ktoś (czyli on
) na hop siup podejmował nieprzemyślane decyzje.
Ale ja na ogól bardzo butna jestem i jak ktoś mi sprawia problemy to je po prostu eliminuje i tyle
(np jakieś ciepłe dresiki były dobre na niego w okresie letnim). Albo tłumaczyłam że nie znoszę takich polarkowych (welurkowych) pajacyków, bluzek itp. Dla mnie są one okropne, mało praktyczne, zbyt ciepłe (Marcel jest z maja). Potem doszła u Marcela skaza białkowa więc mógł nosić tylko bawełniane ubranka. Ale jak widziałam że dostawał takie od rodzinki to od razu oddawałam z prośbą że chce bawełniane