Zawsze marzyłam o tym, żeby nie mieć jedynaka.
Życie potoczyło się inaczej póki co. Jestem samotnie wychowującą mamą i nie zapowiada się na to, żeby to się zmieniło.
Warunków na drugie dziecko bądźmy szczerzy, nie mam.
Gdyby jednak coś w moim życiu się zmieniło, nie wiem czy strach pozwoliłby mi na kolejną ciążę.
Nie leżałam z małym na OIOMie, jednak to co przeszłam w ciąży i później gdy dowiedziałam się o problemach małego, to chyba za wiele.
Przewlekle choruję na nadciśnienie po tej ciąży i biorę leki, których w ciąży nie można stosować. Ich odstawienie wiązałoby się ze świadomym skazaniem dziecka na rozwijanie się w trudnych warunkach.
Kolejna ciężka ciąża, strach, leżenie plackiem od 5miesiąca ciąży, później leżenie przez ostatni miesiąc na patologii, wykłócanie się o cc, bo lekarze nie chcieli widzieć stanu przedrzucawkowego...
A później, gdy już myślałam, że to szczęśliwy koniec przyszła informacja o wylewie. Obojętność lekarzy, którzy chcieli nas wypisać bez konsultacji neurologicznej, bo neurolog była na urlopie...
Nieustanne ćwiczenia w domu, jazdy na rehabilitację, nadzieja i jej brak, chwile bezsilności.
Powiedziałam sobie, że na drugie dziecko zdecydowałabym się tylko wówczas, gdyby nie daj co okazało się, że Wiktorek będzie niepełnosprawny i nie będzie sam funkcjonował. Wtedy z nadzieją, że tym razem będzie dobrze zaszłabym w ciąże, żeby ktoś opiekował się moim synkiem jak już mnie zabraknie.
Innej opcji raczej nie ma i nie będzie.