Szkoda mi Gosika, a Asiołkowi gratuluje i cieszę się- i tak to się wszystko miesza w zyciu...Moja koleżanka też straciła malucha, ale miał już miesiąc, urodził się z poważną wadą serca, jakimś cudem nie wykryło usg, a po porodzie serce nie chciało pracować. Wozili sie z nim od Zabrza do Łodzi i tam zmarł. Pierwsze dziecko, rok temu mieli slub. Nie wiem, jak to jest- nie powiem, żebym była wolna od tego lęku, że coś tam sie może stać- ale staram sie nie mysleć. Myślę, że Bóg inaczej widzi pewne rzeczy, niż my, widzi latami do przodu, po cos tam jest to potrzebne, to cierpienie, bo że nie ma sensu, to nie wierzę. Trzymaj sie Gosik, wspieraj męża, pocieszajcie się nawzajem, teraz jesteście dla siebie najważniejsi. Ja mam dwójke chłopaków i trzeciego w brzuchu, ale mój kochany jest dla mnie jak pół mojej duszy- jak wygrana w totka, jak skarb jak nie wiem co...Jego policzek, szept, usmiech, wynagradza wszystkie smuteczki. Dzieci przychodzą i odchodzxą, a my jestesmy sobie podarowani na całe życie...
Żużaczku, nie krzycz na dzidziusia. On tak bardzo chce być z toba- nie może się doczekać, to kopie. Nasze uczucia podlegają woli, a wolę można zmuszxać do wszystkiego. A własnie, że się nie będziesz denerwować! A własnie, że wytrzymasz, ;D