Witam po pracy.
Emocjonalnie nie bardzawo mi, bo na szkolnej dyskotece mielismy zadyme...Najwiekszego bitnika chcialam odstawic do domu i okazalo sie, że nie ma osoby doroskej, pod ktorej opieke moznaby chlopaka ( 12 lat) przekazać!
matka zostawiła go jak mial 3 latka i do dzisiaj nie ma po niej sladu,ojciec 6 lat temu związał się z młodą niunią w wieku swojej corki, bez matury, mają dziecko, 6 letnia dziewczynkę , i ta niunia pór roku temu wyjechała do Anglii, pracuje w jakiejś fabryce, dziewczynka zostala w polsce razem ze swoim przyrodnim bratem i tatusiem bez pracy, tatus lubi iśc w Polske, dzisiaj dzwonimy do domu chlopaka i sytuacja- odbiera mój dawny uczeń, obecnie w gimnazjum, chrzesniak tatusia chlopaka i twierdzi,że siedzi z drugim kolega w ich domu, bo pilnują dziewczynki, a tata gdzies poszedl, nie wiadomo gdzie, kiedy wroci...
W koncu udalo nam sie po kilku telefonach znaleźć ciotke, ktora obiecala zaopiekowac sie chlopakiem...zawiozlam go z mężem do jej domu...Boże, jakie ludzie maja porąbane zycie...Matka robi w Anglii, dziecko jest w Polsce, ojciec jest nie wiadomo gdzie...nigdy bym nie zostawila 6 letniej coreczki z mężem co popija i pojechala do pracy...nigdy...
Nie mam sil zupelnie, to mnie dobilo.:-(
Chlopak wychodząc z samochodu powiedzial do mnie: Pani nie wie, jakie ja mam zycie....
Jak weszlam do swego domu, poryczałam się do męża i mówie jak idiotka: jaki my mamy cichy i spokojny dom, jaki nasz dom jest cichy i spokojny...