reklama

Kto po in vitro?

moniusia tak bardzo cię rozumiem :-( :( też miewam takie dni, kiedy najchętniej miałabym ochotę wykrzyczeć wszystkim żeby się odwalili ze swoimi szczęśliwymi nowinkami o ciążach, porodach itd. Najgorsze jest to, że ja nie potrafię płakać, bardzo długo trzymam w sobie wszystko, aż wreszcie wybucham, wtedy następuje oczyszczenie (najczęściej ofiarą jest mąż;) ) i znowu jest dobrze, zaczynam wierzyć :):tak: teraz jestem na etapie, że mocno wierzę w to że się uda.
Czytałam że niepłodność powoduje taki sam stres jak wiadomość o nieuleczalnej chorobie, coś w tym jest ... :baffled:
wyrzucaj wszystko z siebie, po to jesteśmy żeby wspierać i rozumieć :tak:
 
reklama
Uff Ewcia. kamien a raczej glaz spadl z serca, nawet nie potrafie sobie wyobrazic co przeszlas od wczoraj :( Ale za to dostalas najlepsza informacje :) Najszczersze gratulacje z blizniakow :)

Moniusia wiekszosc z nas cierpi/ cierpiala gdy widzi noworodki, male dzieci .. zadajc sobie pytanie dlaczego nie my ... Jak sobie przypomne kiedy my jezdzac metrem albo bedac na spacerze widzielismy male dzieci a moj M.. ciagle sie zachwycal i i mowil .. " patrz jaki slodziak" mnie az krew zalewala z zlosci nie mowiac ile te slowa mi bolu zadawaly :sad::-( :(. A co do rodziny.. napewno beda sie cieszyc z waszego szkraba kiedy sie pojawi.. a NAPEWNO sie pojawi, wiem ze myslisz ze latwo sie mowi ze sie pojawi i zadajesz sobie pytanie " tylko kiedy" , wiec ze to moze byc nawet najmniej spodziewanym momencie. A co do diagnoz.. moze byc i tak ze nigdy sie nie dowiesz gdzie tak naprawde lezy problem... Jedynie co nam zostaje to WIERZYC ze bedziemy mamami, tylko kazda potrzebuje silnej psychiki, wsparcia i oczywiscie wytrwalosci , bo kazda z nas musi czekac na swoj czas...
 
Ostatnia edycja:
martka, Jakbym czytała o sobie;p... też ofiarą jest mąż...;/ choć Bogu ducha winny, choć pewnie to dlatego,że dotyczy jego rodziny i tą frustrację przez to wyładowuję na nim, bo już na zaś wolę mu pokazać, że nie będę rozpieszczać tego dziecka...choć on tego nie wymaga i sam nie zamierza... Ja wierzyłam bardzo, ale do dzisiaj.. jak urodziło się to dziecko i sobie pomyślałam, że przechodząc in vitro, zastrzyki będę musiała widywać się z tym dzieckiem i codziennie o nim słuchać i jednocześnie się bać, że my nigdy nie będę tego przeżywać co oni... idzie zwariować...

później będę nasłuchiwać jacy to jesteśmy źli, bo pewnie teściu zadzwoni,że nawet w szpitalu nie byliśmy. Bo nawiasem mówiąc on uwielbia tą dziewczynę co urodziła.. nie wiem czemu, aż tak pokazuje, że ona jest o wiele lepsza ode mnie. To nie zazdrość tylko w tym całym kontekście człowiek czuje się jak wrak, naprawdę...



Kiedyś (jak jeszcze nie wiedział o naszym problemie) teściu powiedział mi na ucho jak się żegnaliśmy, że jestem fajna, ale jakbym miała dziecko to bym była w pełni przez niego kochana i bym była super kobietą. To sobie wyobraźcie jak się muszę czuć jak się widuję z nim czy jak on dzwoni do M. bo nie ma innego tematu niż ciąża i życie jego brata i tej dziewczyny i teraz jego wnusi.......
Niby jest ok, niby nam pomaga, daje kasę na kredyt, nalega, żeby do niego przyjeżdżać ale tak bardzo to widać i czuć. Nalega wtedy gdy są wszyscy z dziećmi i napije się zazwyczaj i powtarza "jakie ja mam kochane wnuki jakie to szczęście dzieci."

Na naszą niepłodność powiedział tyle, że "TRUDNO, TRZEBA SIĘ Z TYM POGODZIĆ" ale pierwsze co to: "ALE NIE MOŻECIE SIĘ ODWRACAĆ OD RODZINY"
I "BO W KAŻDEJ RODZINIE JEST PROBLEM NIE JESTEŚCIE JEDYNI, ŻE U WAS JEST COŚ NIE TAK"
 
Ostatnia edycja:
Martka, B.Pawelec w książce "in vitro" napisała, ze dlugotrwaly stres związany z n iemoznoscia posiadania dzieci jest adekwatny do stresu przezywaneho przez osobe majaca raka. Myślę, ze wiele w tym prawdy...
 
Martka, B.Pawelec w książce "in vitro" napisała, ze dlugotrwaly stres związany z n iemoznoscia posiadania dzieci jest adekwatny do stresu przezywaneho przez osobe majaca raka. Myślę, ze wiele w tym prawdy...

Chyba tak jest... To przeżywam to razem ze swoją mamą teraz;/ nie dość, że ivf to jeszcze rak mamy. Więc dziwię się, że jeszczę żyję :O Taki podwójny rak;p
 
Moniusia, masz bardzo trudny czas teraz, ale przyjdą lepsze czasy. Bardzo w to wierzę!

Rok temu przechodziłam bardzo cięzkie chwile i w zasadzie cały 2015 dał mi w kosc, ale... teraz jest lepiej. Życzę Ci tego sameg!
 
reklama

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry