Jeszcze własnie nie czuję tego spokoju... jestem nastawiona, że to takie tylko ukojenie tymczasowe bólu... właściwie jak tam siedziałam to czułam się jak na studiach, z których chcę już jechać do domu... i co ja tu robię, przecież ja będę w ciąży... ale jak przyszło do wypełniania karty, kiedy podjęliśmy decyzję jakie dziecko chcemy itd... to poczułam, że to poważna sprawa,
Pani też zaczęła opowiadać o parach po ivf, że tyle ich tu przychodzi, że nie pomogło im, ale, że później podczas szkolenia okazuje się, że np. zupełnie naturalnie zachodzą w ciażę to tak zaczęłam czuć, że może w tym jest jakiś głębszy sens, że najpierw to dziecko musi trafić do nas, a dopiero później KTOŚ mi to wynagrodzi... nie wiem, nie traktuję tego jak jakiś gest, ale może ktoś to nam tak zapisał... i to mnie trzyma.
..
Powiedziała, że ciąże się często zdarzają w trakcie adopcji i żeby nie czuć się zobowiązanym, bo adopcja to nie jest sam miód... w sumie też fajny sygnał, że nic na siłę...
No właśnie.. ivf to dla mnie żadna szansa, choć inni za te darmowe podejście oddali by wiele... ale ja wiem, że u mnie równa to się z jakby normalnymi staraniami tak naprawdę... Dziękuję bardzo... :*
Chyba tak, chyba przywołałaś

:* dzieki;*
anne, :*:*:* Ty już niedługo <3

masz stresiora

?