Ja zaczęłam to i zakończę. Agatek w nosie mam czy tupniesz znów nóżka i się obrazisz czy nie. Najpierw pisałam do Ciebie żeby ulżyć sobie i wbić Ci do głowy, że jesteś szczesciara i czas zacząć się cieszyć. Ale potem... potem to już chodziło o resztę dziewczyn, które czytały Twoje posty i nie mogły się otrząsnąć.
Dostałaś tak wiele i nie umiesz tego docenić. A może nie chcesz, nie potrafisz. Nie dojrzałas do tego co masz.
Jak najbardziej podchodzilas do in vitro jak my. Ze 100% skutecznością, a zachowujesz się conajmniej jak po kilkunastu nie udanych transferach. Choć te dziewczyny tak nie jecza jak Ty.
Mało tego wywolujesz nowotwór, nie zdając sobie sprawy z czym to się je.
Ludzie z nowotworami, na łożu śmierci mają więcej radości i pozytywnego myślenia niż Ty. I naprawdę czuje, ze Ty to dziecko skazalas na śmierć.
Nie wiem tylko czemu. Zdrowe dziecko/ciaza ok. A jak jest problem to umywam ręce. . . Obys się ogarnęła.
I dalej. Dziewczyny wszystkie tu siedzimy po uszy w tym samym bagnie. Czy pierwszy transfer jest tym udanym czy dziesiąty, to nadal to samo bagno. Różnica jest taka, że te z kolejną porażka na karku mają inni światopogląd. Wykazcie trochę zrozumienia i empatii. Nie chodzi tu żeby się pozagryzac czy zaglaskac. Ze skrajności w skrajność. Wszystkie jesteście tu po to żeby się wesprzec. Jak trzeba dać kopa a jak trzeba opierniczyc. Ale trzeba też wyjrzec czasem troszkę dalej niż czubek swojego nosa.
Zaczęło się tu sypać. Nie tak miało być. Zobaczcie ile dziewczyn uciekło. Nie mowie teraz o sobie. Ja to osobny temat.
Wiele wartościowych duszyczek. Może czas uderzyć się w pierś, że nie tylko "tamta " zawinila?
Jesteście wyjątkową grupa. Wyjątkowa bo z takimi doświadczeniami. I trzeba się trzymać razem. Ci inni, z poza kręgu ivf nie są przychylnie. To po co dokładać sobie jeszcze w tym gronie?
Nikt nikomu nie życzy źle. Radość jest z każdej bety. Ale jak ktoś zalicza porażkę to zawsze zakuje pozytyw. I nie życzy nikomu źle. Nie ma pretensji. Zwyczajnie boli. Boli jak Cholera, że to wszystko jest tak niesprawiedliwe i nikt nie da gwarancji powodzenia. I nie do Was zaciazonych. Tylko do życia. Do losu, który najwidoczniej ma problemy z matematyką, bo dzielenie mu nie idzie.
Nie nakrecajcie się tak negatywnie, bo dobrze się to nie skończy. Nie ma żadnego fatum. Jest natura i wy. Nie zawsze się da ja przechytrzyć. Nie wszystko da się wyjaśnić, rozłożyć na czynniki pierwsze. Jedni wsiada na rower i jadą odrazu innych będzie boleć doopa. Tu jest tak samo. Kwestia ile same uniesiecie. Nikt tego za Was nie zrobi. Nikt wam nie odpowie czy się uda czy nie. Czy to ostatni raz czy jeszcze długa droga.
Kiedyś Wam pisałam o moim cudzie, moim Everescie. Wiecie jak mbie teraz doopa boli? Ale mam obraz tego pierwszego zarodka. I choć teraz jestem w czarnej, to szukam tego światła, które od niego biło.
Życzę Wam tego szczęścia jedynego!
I docenienia tego co macie! Co jest teraz.
Powodzenia :*
Westi referat nr nie wiem który

ale pewnie Wam brakowało
