reklama

Kto po in vitro?

reklama
Molla, dziękuję Ci. Obyś miała rację:-D
Tak właśnie czytałam, że mi gratulujesz, a za chwilę już nie ma dla mnie gratulacji. Już myślałam, że jakieś zwidy mam:laugh2:

W poniedziałek, jak dobrze pójdzie, mam punkcje, więc już coraz bliżej.
 
Molla, nie wiem, co Ci poradzić. Mnie mój małż bardzo wspiera i ze wzajemnością.
A Wy nie możecie po prostu, tak szczerze, ze sobą porozmawiać? Czasem to pomaga i zamiast chować do siebie urazy i żale taka rozmowa od serca najbardziej się sprawdza. Spróbuj, nie zaszkodzi.
Głowa do góry. I dla Ciebie zaświeci słońce. Wysyłam pozytywną energię.
 
Więc będę mocno trzymać kciuki byś miała tyle bąbelków ile tylko chcesz. Już w niejednym poście zamiast kogoś pisałam lawendowy sen, ale w tamtych wcześniej się zorientowałam:-), a w tym:szok:myślałam o królowej fal, i znów napisałam lawendowy sen i do tego..puściłam go w obieg, to już pewni blisko...bliziuśko....:rofl2:
 
Molla, wydaje mi się, że to właśnie z mężem powinnaś porozmawiać o tym co Cie dręczy. Któreś z Was musi wyciągnąć rękę na zgodę, jeśli nie on to Ty. Zorganizuj jakąś kolację we dwoje w domu, zaskocz go pozytywnie, niech nie ma wyjścia i wtedy delikatnie zacząć rozmowę o WAS, nie o dziecku. Bo przecież jeśli nie będzie Was to nie będzie Waszego dziecka. Widzę ze stopki, że wiele przeszliście, więc nic dziwnego że jesteście rozdrażnieni, ale najważniejsze żebyście byli wsparciem dla siebie. Jeśli trzeba zróbcie przerwe, zajmijcie się najpierw waszym związkiem, nabierzcie siły i nadziei do dalszych prób.
Z moim mężem też czesto skaczemy sobie do gardeł, padają takie słowa, że nawet nie chce ich powtarzać, jest płacz i krzyki, ale kończy się zawsze rozmową, próbujemy zrozumieć siebie nawzejem i tym samym oczyszczamy atmosfere.
Wiem, że łatwo powiedzieć trudniej zrobić, ale jeśli nie spróbujesz to możesz tego potem żałować ...
 
Elcia- gratulacje kolejne dobre wieści :-)

Gotadora, Fusun
- na test jest chyba za wcześnie, ale to juz wiecie ja zrobiłam w siódmym dniu i nic nie wyszło w jedenastym ledwo wyszło, a dzień później beta z krwi wyszła 380, więc głowy do góry :)

Aduś, molla
- jesteśmy chyba wszystkie z Wami może na razie nie macie siły do walki, bo wiem, że taka niemoc następuje w pewnym momencie, ale nadejdzie czas i znów zaczniecie walczyć o dzidzię.

anna.kotecka - mnie też wszystko bolało, po transferze i do tej pory a jest 13 dzień po czasem boli mnie podbrzusze i kręgosłup, najlepsze na to jest leżenie z książką w łóżeczku :)
 
Alegra101-dziękuję, ja to wiem, tylko, że my już nie potrafimy rozmawiać ze sobą, on mi powiedział, że już nie ma sił, że już się starzeje i potrzebuje spokoju, jest zmęczony, że już nie chce żadnego dziecka i decyzji nie zmieni-nie dziwię mu się, ma prawie 50.... siwych włosów z każdym dniem coraz więcej, dziadkiem na wywiadówki nie będzie chodził.za długie starania, za dużo kłód pod nogi, najpiękniejsze lata po ślubie spędziliśmy na mechanicznym współżyciu-robieniu dzidziusia, w dniach kiedy się chciało-nie wolno, potem jak się nie chce-masz chełtać:no: i tak w kółko, potem się pilnować bo może się udało, znów nic@załamka toi się nie chce, potem na siłę, potem znów nie bo może się udało i tak w kółko, teraz kiedy siwych włosków troszkę u nas-ja już też nie młódka, zmęczeni jesteśmy życiem i sobą. trzymam kciuki:rofl2: za Alegra, za wszystkie laski tego forum:happy:
 
Molla trochę rozumiem twojego męża. Wiem, że to może banalnie zabrzmi ale zróbcie sobie wakacje od życia. Nie będę mówić, że "jak przestaniecie o tym myśleć to samo wyjdzie" bo to nieprawda. Mam na myśli to, że jak razem wyjedziecie, gdzieś z dala od domu, rodziny, pracy, poleniu****ecie razem, porobicie sobie przyjemności, poprzytulacie wtedy kiedy ochota a nie kiedy trzeba to poprawią się stosunki między wami? Ja wiem jak my mieliśmy harmonogram przytulań. Stres, nie wychodziło, nie było ochoty. Mój maż mówił ivf, a ja mówiłam "nigdy w życiu". Zabraliśmy się na rejs żaglówką. W lipcu tydzień spokoju, brak kompa, komórki, stresu, bez starań. Między nami się ułożyło, ja się zgodziłam na ivf, mąż mnie wspierał. Ani razu nie puścił mnie samej do kliniki. No i (chyba) mamy efekt. Spróbuj. Nie musi to być od razu wyjazd do ciepłych krajów.
 
Lawendowy dzięki, widzisz mąż mnie wspierał przez kupę lat, kupę..... był do rany przyłóż i pewnie dalej gdzieś tam w sobie taki jest, ale on już też nie ma sił, to do znudzenia. W sumie najpiękniejsze lata nam uleciały nawet nie wiem kiedy, dłuży się tylko od owulacji do testu:eek:, a tak to czas zasuwa, że już nawet mi palców by brakło ile lat straciliśmy i nie tylko nad staraniami, ale najpiękniejsze lata w smutku-ciągłymi porażkami przeleciały:sorry:
 
reklama
Molla ,może jednak mąż przemyśli, może potrzebuje więcej czasu. Mój mąż bardzo to przeżywa, ale bardzo mnie wspiera, niestety jest daleko i może mnie tylko wspierać przez telefon. My już też niemłodzi, coraz więcej siwych włosów, szczególnie u mnie. Nasze starania również nie były łatwe, bo nie w normalnych domowych warunkach, ale wiecznie z kimś na głowie, bo wiecznie komuś chcieliśmy pomagać, więc zawsze był jakiś współlokator ( za granicą), praca męża stresująca. Myślałam,że invitro rozwiąże problem, ale okazuje się to bardzo trudna walka.
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry