Molla, ja już chyba przewartościowałam swoje życie i doszłam do wniosku, co w życiu jest ważne, a co nieistotne.
I nie sama praca człowiek żyje. Chociaż do niedawna tak myślałam, i poświęcałam się na maxa.
Chodziłam chora, z gorączką, bo mi było szkoda dzieciaków, bo nie będzie zastępstw.
Zawsze grzecznie, delikatnie do wszystkich na wszystko zawsze przystawałam, no i dałam sobie wejść na głowę.
I dostałam obuchem w łeb. I od tamtej chwili powiedziałam dość!!! Bo kto o mnie zadba, jak nie ja sama i moja rodzina?!
I nikt mi zmarnowanego zdrowia nie zwróci.
A kokosów, nie oszukujemy się, nie ma.