Madzialenek - super, że udało się z dwójką i masz mrozaczka!
Sznurki - ja jak czekałam na testowanie, rezerwowałam wakacje dwa lata do przodu. Porezerwowałam campingi na trasie przez całą Skandynawię. Mam te rezerwacje do dziś. Mieliśmy już rezerwację campingów na Sylwestra, ferie zimowe, weekend majowy i wakacje oraz dobrze obeznany plan wyjazdu na następną zimę :-) Zresztą również znajomym. To było moje rozwiązanie z pierwszego in vitro, kiedy pomogło nam przerzucenie myśli na coś, co nam sprawia przyjemność (pochłonęła nas wówczas wymarzona wyprawa). A my kochamy podróżować. Teraz też założyliśmy, że się nie uda i zabezpieczaliśmy dobre samopoczucie na wypadek porażki. śmiesznie - po pojechaliśmy na betę, a czekając na wyniki udaliśmy się do biura wybrać wycieczkę. A tu taka niespodzianka :-) Żeby nie zapeszać, ciągle nie odrezerwowałam noclegów letnich. Reszta rezerwacji sama odpadła, bo tam trzeba było zaliczki zapłacić, a wobec pozytywnej bety nie zapłaciliśmy. Dzielę się pomysłem, bo mi to bardzo przy porażce pomogło. Teraz pomogło nam zaś czekać na wyniki. Oczywiście nie namawiam na podróże, ale w ogóle na szukanie jakiejś awaryjnej furtki, czegoś co pozwoli zająć myśli, przerzucić energię na boczny tor.