Cześć - reaktywuję się na chwilkę - czytam Was cały czas, więc jestem na bieżąco, ale dziś już starałam się powoli wracać do pracy (mam wolny zawód, więc w domku), bo zwariuję od myślenia. Poza tym synek się rozchorował, miał silną obturację oskrzeli, więc miałam białą noc. Spałam płytko i nasłuchiwałam, czy dobrze oddycha. No i oddychał źle, cały czas się budził, płakał, prosił w nocy dwa razy o inhalacje. Na szczęście chyba największy skurcz za nami, już będzie coraz lepiej. Nie miał takiej akcji od grudnia 2011, więc już zapomniałam, jak to jest i myślałam, że minęło na dobre. A dziś kliknęłam nowy inhalator (stary zaczął warczeć jak traktor), jednak jeszcze się przyda. Ale dziś podniosłam synka ze dwa razy, a to jednak 18 kg...
Aduś, ja już też przeczytałam wszystko co jest w internecie i wiem, że nic nie wiem - czyli nie ma objawów albo braku objawów, które by coś przepowiadały. Działamy jeszcze na hormonach starych, nowych, medycznie lekarze stworzyli im najlepszą możliwą podściółkę, a dzidzie muszą już same się przyczepić i tu chyba niewiele można zrobić... Będzie dobrze :*