witajcie
staraczki, ciążówki i mamuśki
my staralismy sie o dzidzi prawie 5 lat
przeszłam po kolei przez laparoskopie z usunięciem wodniaków oraz plastyką jajowodów (wodniaków ktorych szukali 3 lata prawie), potem tzw kontrast czyli to przepychanie
jeszcze została mi inseminacja, gdy zaczęłam sie poddawac mąż juz robił rozeznanie w procesie adopcyjnym.....
-mialam tak jak ty
Izii temperaturka i testy owulacyjne ale poszłam do super dr na usg by sprawdził czy wogole tam to działą owulacja wyszła ale taka rozmazana na tym tescie i chciałam potwierdzi czy będą pekac i kiedy i zaczełam mu opowiadac a on zeby sie na in vitro zastanowic ... bo jak problem z jajowodami to nikłe przypadki zachodzią dzieki inseminacji i ze szkoda czasu i nerwow
dostalam namiar na lekareczke - pracownika naukowego z bialegostoku
poszlismy z mezem od razu niezbedne badania i procedura ruszyla
przy pierwszym podejsciu zaskoczyłam
bedzie chłopczyk i dziewczynka - o ile sie lekaże nie pomylili

)))
najblizsi wiedza o in vitro
niestety zarowno mama jak i tesciowa goraco prosily by trzymac to przed niektorymi w sekrecie
burzylo we mnie bo takie dzidzi ... tyle milosci ... taki dar medycyny a tu mam sie wstydzic !!! paranoja
ale moja ukochana cioteczka jak uzyskala ode mnie szczera opowiesc o tym co przeszłam wytlumaczyla mi ze niektorym ludziom bozia specjalnie nie daje dzieci a tylko kase.....
to bylo jak oberwac po buzi delikatnie mowiac albo kubel zimnej wody
juz nie jest ukochana cioteczka...
a ja niestety sie zamknelam i nie mowie wprost ze to in vitro bylo
strasznie sie rozpisalam mam nadzieje ze nie zanudzilam
ale podsumowujac
nie mozna czekac w nieskonczonosc
dobry konkretny dr i do dziela
powodzenia zycze