Witajcie Kochane!
Chyba w sama porę tu zaglądam. Akurata
Kahaaa napomknęła o tym co się wydarzyło, a i ja postanowiłam że wpadnę i podzielę się dobrą nowiną.
Otóż rzyczywiście oczekiwalismy na czerwcowy zabieg, brakowało tylko aktualnej cytologii. Wściekło mnie to okrutnie bo od dawna naciskałam na aktualizację, a kolejne badanie tylko odwlekało in-vitro. No i proszę...niespodzianka. Druga krecha!
Nie była ona wynikiem spontanicznej akcji, o których to się mówi że najbardziej sprzyjają ciąży. Była wynikiem naszych żmudnych kalkulacji, udziałem testów owulacyjnych i włączaniem co rusz nowych preparatów, witamin, lubrykantów, etc. Długo by o tym pisać. Wiarę miałam do końca, że może się udać. I udało się. Czego Wam wszyskim żeczę...ze wspomaganiem czy bez
Jeśli macie jakieś pytania walcie śmiało. Ja chciałam Wam wszyskim podziękować za wsparcie!!! W szczególności
lolitce, naszej skarbnicy wiedzy, która to wspomniała o koenzymie Q10, który włączyłam do wspomagaczy...i stał się cud!
Oczywiście czy te wszyskie "wspomagacze" miały decydujące znaczenie tego nigdy sie nie dowiemy. Ale jak widać warto jest próbować!
Ściskam Was mocno i trzymam kciuki!
