Właściwie zaglądam tu od "czapy". Nie fajnie jest być po tej drugiej stronie co każdy w ciążę zachodzi, cieszy się z tej ogromnej radości bet, serduszek, fikajacych maluchów, a Ty trwasz w niedoli.

Nie zmienia to faktu, że bardzo mnie cieszą te wiadomości, ale jednocześnie skręca w żołądku.
U mnie sytuacja taka, że się pogodziłam ze stratami. Cieszę się z tego co posiadam i ogromnie liczę na bałwanka czekającego. W innym razie to koniec mojej ciążowej przygody i posiadania maleństwa. Z jednej strony ulga z drugiej gorycz rozczarowania.
W każdym razie już się nie gniewam za tekst rzygania tęczą
Ja to już totalnie rozumiem.