WIecie, tak piszecie o tym cukrze. Qrcze, mnie nigdy lekarka przed stymulacja pod tym katem nie badala. Dobrze,ze nie mam z nim problemu ale dziewczyny ktore maja a nie wiedza sa automatycznie wysylane na kolejna procedure bez oczywiscie szukania przyczyny niepowodzen. Zreszta, u mnie tez lekarka nigdy nie poglebiala badan po porazce,tylko leciala wg schematu.
Musze dzis poszukac w necie, czy sa tutaj robione w ciazy comiesieczne badania krwi i moczu bo mnie moj oszolom lekarz kazal zrobic badania w kwietniu a teraz co miesiac mam badac tylko tokso i rozyczke.
ZWARIOWAC MOZNA Z TUTEJSZYMI LEKARZAMI I ICH SYSTEMEM; grrr
Wizyte mam w przyszly poniedzialek a juz nie moge spac po nocach nie mowiac ,ze snil mi sie ten lekarz.Kazal mi juz rodzic w 4 miesaicu ciazy. Caly jego personel tez byl takiego zdania. Podali mi zastrzyki na wywolanie porodu a ja ryczalam i wrzeszczalam,ze nie teraz. Potem okazalo sie,ze chceili zrobic eksperymenty na moim dziecku. KOszmar!
MILEGO DNIA DZIEWCZYNY!!!
Agapl tak samo z wolną insuliną. Mi jeden doktorek odstawił siofor przed stymulacją, a drugi co stymulował nawet tego nie analizował, a może nie wiedział? Bo i po co czytać kartę, lecimy schematem i już. To jest paranoja. Tak samo jak luteina - wszystkim po 3x4 tabl. Dlaczego kobieta z pco (która ma znacznie obniżoną produkcję progesteronu) ma taką samą dawkę jak kobieta z niedrożnymi jajowodami? Dlaczego nikt nie chce podejść indywidualnie do pacjenta, tylko liczy się SCHEMAT!!!
Ja tak samo dawkuję sobie luteinę sama. Zobaczcie - mi dr kazała brać po transferze w lutym 10 tabl, brałam 13. W dniu testu okazało się że progesteron miałam 6 ng/mol i już pojawiły się małe skrzepy. Progesteron mi podniosła dr na 12 (a ja już brałam 13 - więc zaczęłam brać 16). Wynik - 15,7 ng/ml. I tak dr doszła do 14 tabl, ja do 20. Tak do dzisiaj myślę, że te skrzepy co się pojawily w dniu testu to już był początek końca i może to wszystko było spowodowane tak niskim progesteronem.
Tym razem byłam cwańsza. Dr mi 12, a ja sobie 17 tabl. Progesteron w 7dpt 14,39 ng/ml. Nadal mało, a co by bylo jakbym brała te 12? Co oni do jasnej anielki mają z tą luteiną, że tak standardowo dawkują?!? Przecież proces implantacji jest kierowany przez progesteron, i może dlatego jak podchodziłam w październiku i nic nie zmieniałam w lekach to nawet nie doszło do zagnieżdżenia.
I teraz pytanie - jaki jest cel ich? Żeby więcej kasy wydoić od pacjenta. Więcej procedur to więcej kasy, ale nie liczy się czy jest sukces czy nie. Wiecie co - te wszystkie kliniki niepłodności powinny mieć nalepkę - tylko dla osób zdrowych "zapładniamy zdrowe kobiety - reszcie dziękujemy". Przepraszam za moją gorycz wylaną, ale nie rozumiem takiego postępowania. Może ja tez powinnam leczyć zęby tak, aby co 4 wyleczyć, a resztę usunąć i wstawić implanty. Oczywiście implanty też powinny się przyjmować w 25-30% a nie tak jak jest teraz w 99%. Normalnie jad się ze mnie leje, bo jak my o coś nie zadbamy to lipa będzie, tylko przepraszam za co płacimy, za opiekę czy samolecznictwo?