Dziewczyny, dziękuje za Wasze ciepłe słowa, za uczucia, za wnerwienie na świat i poczucie niesprawiedliwości… Nie wiem, czy to pomaga, ale sprawia, że nie czuję się sama.
Nasza historia ciągnie się od 2003 roku: najpierw starania naturalne, potem choroba nowotworowa mojego męża i mrożenie nasienia przed rozpoczęciem chemioterapii, radioterapii i przeszczepu. W międzyczasie od 2005 – 2008 4 inseminacje; żadna nieudana. Równocześnie leczenie męża. W końcu decyzja o adopcji dzieci. Ale państwo polskie odmówiło, żądając co najmniej 5-cioletniego okresu zdrowia od czasu zakończenia leczenia. Postanowiliśmy czekać do końca 2011 roku. Ze względu na przekonania nie myśleliśmy o in vitro. Po wzlotach i upadkach leczenia nowotworowego mój mąż zmagał się z depresją. W końcu stanęliśmy na nogach! Ale tym razem państwo polskie odmówiło nam prawa do adopcji ze względu na „chorobę o charakterze psychiatrycznym” argumentując, że nie stworzymy dobrej rodziny dla dzieci. Pewnie bylibyśmy surowymi i wymagającymi, ale kochającymi dzieci rodzicami. To nie jest normalne? W 2012 roku zaczęliśmy zastanawiać się nad ivf, przemyśliwać z każdej strony. W 2013 podeszliśmy do ivf, zakwalifikowaliśmy się do rządówki, ale chcieliśmy zapłodnić tyle komórek ile miało być podane – żeby nie tworzyć dodatkowych zarodków. Nikt nas nie uświadomił, że to nie taka prosta sprawa i tym samym podeszliśmy prywatnie. Na szczęście mądra pani położna nie wysłała papierów i wyszło na to, że pierwsze ivf było przed rządowym. Z zapłodnienia powstał jeden zarodek, który się ładnie przyjął i rozwijał do 6 tygodnia. Potem rządówka – historię znacie; podane 2 zarodki, jeden się przyjął i rozwijał. Słyszałam 2 razy bicie serduszka. W piątek myślałam, że świat się zawalił po raz setny. Boję się trochę jutrzejszego zabiegu, ale jeszcze bardziej boję się tego jak dam radę żyć po tym wszystkim? Zostało nam 2 zarodki – muszę po nie wrócić, żeby nie mieć moralnych dylematów, ale wiem, że wrócę po to, by je poronić.
Olusia, ja myślę, że lekarz przed zabiegiem na pewno zrobi jeszcze raz USG, i przyznam Ci się szczerze, że marzę o tym, żeby się okazało, że się pomylił, że stanie się cud, że napiszę Wam dobą wiadomość i nazwiecie mnie histeryczką, że będzie inaczej…
Dziękuję Wam jeszcze raz za ciepłe słowa i złość na świat! Jesteście kochane! Życzę Wam samych dobrych rzeczy; przede wszystkim wysokich bet i okropnie nudnych, stereotypowych ciąż; takich od badania do USG, od USG do badania i tak aż do porodu :-)