Bunieczku, biedaku, przykro mi bardzo... dzisiaj się faktycznie wypłacz, poprzytulaj do mężula, daj sobie jeden dzień luzu...
Ale kochana, nie możesz się poddać, musisz dążyć do swojego celu, Śnieżynka (lub Śniezynek) tam na Ciebie czeka i musisz być pełna sił i nadziei, aby ją/go przyjąć....
Migotka - a mogę cię zapytać, w jakiej klinice jesteś? Być może już pisałaś, ale ja dość świeża tu jestem

Ja nie miałam jeszcze krio, ale to ovitrelle i mi wydaje się jakieś dziwne... no chyba że tak na chłopski rozum, ma to służyć stworzeniu środowiska podobnego do czasu owulacji? No ale to już tak na siłę wymyślam, może to nie ma sensu...
Rozmawiałyścię widzę o facetach - chyba każdy inny i inaczej to przeżywa... Mój bez problemu poddaje się wszelkim badaniom, posłusznie za mną chodzi na wizyty, na których jest potrzebny, ale akurat w tych tematach to ja go muszę za rękę prowadzić... Bardzo przeżywa to, że nie możemy jak na razie mieć dziecka i też bardzo się bał, że to "wina" jego nasienia... Chociaż nie ma siedzącego trybu życia, jest wysportowany, odżywia się całkiem nieźle, alkoholu jakoś dużo nie pije, dla dzidziusia nawet rzucił palenie... wyniki były super pod względem ruchliwości i ilości, troszkę mniej pod względem budowy, ale w normie... Ale powiem Wam, że przy odbieraniu jego wyników to ja się chyba bardziej stresowałam... Bo tak miałam wrażenie, że jeśli problem leży po mojej stronie, to wezmę to "na klatę" i będę szukać rozwiązania i psychicznie sobie z tym poradzę, a mąż miałby problem - ubodłoby to jego poczucie męskości, miałby wyrzuty sumienia, że to przez niego...
Ale powiem Wam, że to równie frustrujące, kiedy jest tak, jak w naszym przypadku - kiedy żaden z lekarzy nie widzi problemu, wszyscy twierdzą, że jest ok, że jesteśmy zdrowi, a jednak przez cztery lata maluszek się nie pojawia... Najgorsze jest słyszeć po raz -enty, że to pewnie kwestia blokady psychicznej - wyjedźcie na urlop, odstresujcie się itd...