Hej laski,
Widzę że dziś festiwal złych przeczuc. Trochę dołączam - akurat w kwestii ciąży czuję się w miarę spokojna, ale obudziłam się w środku nocy przerażona płonącymi lasami Amazonii i wszelkimi tego konsekwencjami. Ze na jaki ja świat wydaję to dziecko itd.
Co do brzuszków to ja się od chirurga dowiedzialam jakiś czas temu ze mutantem jestem, mam jakąś mutację produkcji kolagenu czy jakos tak - w każdym razie te ścięgna które powinny się rozciągać i kurczyć w zależności od rozmiaru brzucha bardzo słabo się kurczą. Efekt taki, ze po pierwszej ciąży choćbym była zaglodzona, to i tak miałam wywalony brzuch, mimo że przed ciążą zupełnie płaski przy podobnej wadze. Po drugiej ciąży wróży mi konieczność wszywania jakiejs siatki pod skórę brzucha, bo raz ze pewnie estetycznie będę srednio zadowolona z worka ziemniaków, a dwa że na kręgosłup to źle działa. No nic, zobaczymy, najwyżej.
Co do imprezy - ja będąc we wczesnej ciąży kilka lat temu nie chciałam jeszcze, żeby plota poszla na całą firmę, ze w ciąży jestem. Byłam krótko przed przedłużeniem umowy, też miałam wyrzuty sumienia czy mówić czy nie - koniec końców powiedzialam tylko mojej bezpośredniej przełożonej, która okazała się super wyrozumiała i kazała nie mówić "górze" przed przedłużeniem umowy, bo była pewna że się na mnie wypną (chora atmosfera była wśród szefostwa tam). Powiedziała też że jedna plotkara dopatrzyła się już u mnie krągłości, a że lada dzień miała być duża impreza firmowa, to poradziła mi "udawać że piję". I w ten sposób pod czujnym okiem tej plotkującej łaziłam wszędzie z pełnym kieliszkiem wina i moczylam w nim wargi, a pod stołem wymienialam na pusty z koleżanką

udało się