Ja też mam nadzieję, ze nie urodzę rach-ciach, tylko, ze to potrwa to parę godzin, bo boję się, że będę sama w domku i że moje słoneczko nie zdązy z pracy dojechac do mnie. Zastanawiamy się właśnie, czy jak będę miała termin to on chyba pójdzie na zwolnienie, bo ja mam jeszcze trochę innych dolegliwości poza końcówką ciąży i trochę się obawiamy. No a poza tym planujemy rodzic razem. Tylko dla mnie istotą wspólnego uczestniczenia w narodzinach nie jest wcale przecięcie pępowiny, czy to, żeby partner oglądał zakrwawione krocze lub słuchał z wyrzutami jęków swojej partnerki. Niektóre dziewczyny decydują się na wspólny poród, bo mysla, ze wtedy będą lepiej trakrtowane w szpitalu- bzdura. Ja chcę czuć jego bliskość, bo jak nikt daje mi poczucie bezpieczeństwa. Zawsze kiedy jesteśmy razem wiem, ze nic mi nie grozi. Ale się rozczuliłam.



Dziś poniedziałek, znowu nowy tydzien i nowe odliczanie. Ja odliczam czas od ktg do ktg albo do zajęć w szkole rodzenia, bo inaczej bym zwariowała w domu.
Wiecie co jeszcze, własnie doszłam do wniosku, ze podałam mojemu ginekologowi ostatni dzien miesiączki, a nie pierwszy-pięć dni wcześniej.



, nic to, muszę mu powiedziec na kolejnej wizycie w środę. Może urodzę wcześniej.



. Ale Wam potruję teraz. Jeszcze jedna sprawa na koniec, ....zastanawiam się czy mi się wody nie zaczęły własnie sączyć, bo coś mi się mokro m-dzy nogami zrobiło, to nie siuski, bo jeszcze czuję kiedy muszę. Poleciało mi kilka kropelek 3 razy w ciągu pół godziny. To raczej na upławy nie wyglada, bo jest prawie przeźroczyste i ciepłe. Cholera, ciekawe co to, poczekam trochę i jak się powtórzy to zadzwonię do mojego lekarza.