Jestem w końcu, popijam kawkę, Alicja ogląda bajkę, więc chwila wolnego.
Z nogą już dobrze, palce są sine, ale opuchlizna zeszła. Zwolnienie mam do poniedziałku. 1 maja wolne, 2 urlop, 3 wolne. Więc wracam do pracy dopiero w piątek. Palce muszą dojść do siebie do tego czasu. Na IP oczywiście nic mi nie pomogli, wysłali do innego szpitala oddalonego o kolejne 20 km. Tam przywitała mnie niemiłą pani dr. Chyba miała w planach spanie. Zrobili rentgena, kazała kupić altacet, dała wypis i do widzenia. Palce nie złamane, tylko stłuczone. Na następny dzień poszłam do rodzinnego lekarza. Zwolnienie dostałam na tydzień, przepisała maść, dała skierowanie do przychodni ortopedycznej, gdyby coś się z tym działo. W pracy kwas, jak mogłam iść na zwolnienie, jak mogłam zostawić samą moją kierowniczkę.

Wysłałam jej smsa czy miałam w takim razie przyjść w kapciach, bo to jedyne obuwie, które mogłam założyć i kustykać? W mojej pracy niestety zwolnienia lekarskie są źle odbierane, ludzie są tak nauczeni, że przychodzą z gorączką, zresztą sama chodziłam przed świętami wielkanocnymi chora. Ale czy ktoś to docenia, nie, więc mam już to w nosie, i teraz za każdym razem będę brać zwolnienie.
Wczoraj byłyśmy na bilansie, waży 11,2kg, 83cm. Niestety tak jak się spodziewałam, Alicja ma problemy z prawą nogą, układa ją do środka podczas chodzenia. Mamy skierowanie do przychodni ortopedycznej w Opolu. Oprócz tego wszystko w porządku. Lekarce nie spodobało się, że robi do pampersa.
Szykujemy się na majówkę, kupiliśmy w końcu naszą wymarzoną przyczepę kampingową i to będzie pierwszy wyjazd, gdzieś nad jezioro. Idziemy dzisiaj ją czyścić, zasłonki już wyprane, kanapy też, teraz tylko środek do czyszczenia.
Relacja zdana z ostatnich dni. Teraz idę poczytać co u Was.