M
mammi
Gość
agatha ja po prostu oficjalnie powiedziałam wszystkim,że szpital to nie nie jest hotel,że nie będę na sali sama ,a dla innych kobiet to może być krępujące i w związku z tym proszę,aby nikt do szpitala nie przychodził.Odwiedzał nas tylko M i na moją wyrazną prośbę-raz przyszedł mój tato,przyprowadził Izabelcię, zobaczyli tylko maleństwo-trwało to może 2 minuty i poszli.Pamiętam jak dziś jak mnie strasznie wkur.....to,że bez przerwy ktoś się po sali kręcił.Na sali było 5 kobiet,a do niektórych tabuny gości przychodziły.Ja tylko kombinowałam jakby się obrócić,żeby cycem nie świecić.Chwała Panu,że teraz będę rodzić w szpitalu,w którym sale poporodowe są max 2 osobowe.
tak właśnie się czułam, wszyscy działali mi na nerwy,
chciałam tylko spokoju z malutką
nie mówiąc o swobodzie bo wiadomo piersi wietrzysz, pupcie wietrzysz i pluskasz się po każdym siusiu, opłukujesz, smarujesz.....Jak powiedziała agatha kameralność kameralność i jeszcze raz kameralność;-)
:-)będzie bardzo ciekawie
Myslał,że wyjdziemy ze szpitala dzień pózniej.Wieczorem urządził sobie mini pępkowe tzn.łykął conieco.Pierwszy raz od urodzenia małego.Dzwonię do niego na drugi dzień rano,że nas wypisują, a on mi na,że jest po piwie bo miał strasznego kaca


, zgłaszałam się na szczepienia itp. i maluszek był wtedy "oglądany".

