elmoo ja byłam z mała na dwóch weselach, na jednym była ciągła gonitwa za młodą, a na drugim luzik
wszystko zależało od układu sali i tego, czy goscie zamykali drzwi do domu weselnego
tam gdzie sie umęczyłam - mieliśmy miejsce w zacisznym kąciku, ale daleko od parkietu (a dziecko najchętniej na parkiecie urzędowało), i układ sali był dziwny- były zakamarki, filary, sala w parku zdrojowym, drzwi non stop otwarte na deptak, zmęczyło mnie to ganianie, mimo, że miałam dziadków do pomocy (więc na zmianę)
drugie wesele - sala była prostokatna, przy czym mieliśmy miejsce przy samym parkiecie, a zaraz za parkietem drzwi wejściowe, a więc też na widoku. Sala była klimatyzowana, więc obsługa i goście bardzo pilnowali zamykania drzwi. Był luzik bluzik, dziecko sobie tańczyło, figlowało, a ja je miałam na oku.