Jestem

Nie pisałam,bo nie było za bardzo jak.
Eijf dobrze, że podróż udana

A właściwie to po co Mała idzie na tych wakacjach do przedszkola? Jak jesteście tak rzadko w Polsce to nielepiej by dziadki się nią nacieszyły na maksa?
Kropa daj znać jak Radek, jesteś na fb ale u nas nic nie napiszesz
Skrzat, Fb mam w komórce i on trochę oszukuje pokazując, że jestem - tak naprawdę przez tydzień zajrzałam może ze dwa razy,odpisałam na wiadomości i to wszystko

Forum jest gorsze do przeglądania na komórce, zresztą czasu zupełnie nie było
To po kolei.
Wyszliśmy ze szpitala w środę rano z antybiotykiem na "zaczerwienione gardło i rozpulchnione migdałki" - no ale kurka jakie miało być po 12 godzinach wymiotów? Niestety CRP wzrosło mu z 12,5 w poniedziałek na 38 we wtorek i "były wskazania do podania antybiotyku" (cytując Panią doktor). Robili mu wymaz z gardła i oczywiście nic nie było, tak samo w innych badaniach - żadnych wirusów, bakterii, nic. Zrobili RTG klatki piersiowej i zdjęcie przeglądowe jamy brzusznej, też wszystko ok. Byliśmy też na USG, ale pani się nie przyłożyła i badanie trwało z 30 sekund... Wkurzyłam się na maksa, bo po cholerę było dziecko stresować, skoro nie zamierzała porządnie zrobić?
Konsultował go chirurg, nic nie widział niepokojącego. Obstawiam więc dwie piątki, które wyszły jednocześnie...
Najgorsza jest trauma po szpitalu. Dziewczyny, kosmos. W dwa dni dziecko się zmieniło o 180 stopni - sfrustrowane, agresywne (jak mu nie pozwalaliśmy nas uderzać, bił siebie albo walił głową o łóżko!!!), wystraszone, nie daje mi wyjść nawet na chwilę. Te cipy pielegniary zabrały go ode mnie pierwszego dnia na zabiegowy i nie pozwioliły mi wejśc, a ja oszołomiona sytuacją, udzielając lekarce jednocześnie wywiadu rodzinnego dałam go sobie zabrać. Wył za drzwiami z 15 minut :/ Założyły mu wenflon, worek na mocz (z którego wszystko wyciekło w nocy na pidżamkę i pościel) i dopiero potem sie dowiedziałam, że brały tez wymaz z gardła. Dziewczyny,
NIGDY nie pozwólcie na coś takiego! Od tej pory jak tylko gdzieś mu zniknę, myśli ze ktoś mu zrobi krzywdę i wyje jak opętany. Jak go odniosły, leżał na łóżku szpitalnym obrażony i zrezygnowany. Patrzył w sufit, nie reagował na swoje imię, nie nawiązywał kontaktu wzrokowego. Koszmar! Na kolejne badania wchodziłam z nim mimio że "u nas w szpitalu nie ma takiego zwyczaju"...
Od soboty wychodzimy powoli na prostą, minęła już agresja i frustracja, ale nadal jest problem z przebieraniem (myśli, że będzie badany) i z wysiadaniem z samochodu (krzyczy, ze do szpitala nie). Daje się już przewijać, bo do niedawna myślał, że za każda zmianą pieluchy właduję mu czopek. Trzy tygodnie odpieluchowywania poszły w d..., nie było szans na zdjęcie spodni w szpitalu bez mega płaczu.
No i najgorsze jest to, że dalej nic nie wiemy i przy kolejnej takiej akcji znowu wylądujemy w szpitalu, bo te gorączki są odporne na nurofen i paracetamol, a nawet na podaną w szpitalu pyralginę

Zbijały mu zimnymi kroplówkami od wewnątrz, inaczej na nic nie reagował a przy 39,9 stopniach miał już drżenia przeddrgawkowe. Do tego przy gorączce powyżej 38 stopni zwraca wszystko, co weźmie do ust i odwadnia się w tempie błyskawicznym... Nie wiem już, co robić z tym fantem i mam nadzieję, ze to rzeczywiście od zębów i skończy się razem z piątkami... Idziemy dziś na kontrolę do naszej pediatry, zobaczymy, co ona na to.