HEJO,
jesteśmy z powrotem! brakowało mi Was
ogólnie, muszę powiedzieć, że mój poród to była czysta przyjemność... o ile można tak powiedzieć o jakimkolwiek porodzie
zgłosiłam się na IP jak mi polecono... w trakcie badania usg, na którym to znowu usłyszałam o dysproporcjonalnej o 4-tyg główce, dotarła moja koleżanka... po usg badanie na którym to okazało się że mam rozwarcie na 1 palec i plamię... lookam na wkładkę i faktycznie... i skąd to się wzięło ?

skurcze, jak to moje skurcze, są, ale takie se.. koleżanka jednak mówi, że idziemy na porodówce. Na poródówce zobaczyłam położną w fartuchu w kolorowe sowy.. myślę sobie, pewnie równa babka - okazało się, że to super babka i z nią będę rodzić. Pyta się mnie, czy rodzimy - na co odpowiedziałam zgodnie z prawdą, tak POPROSZĘ i zdaję się na Panią i jej metody, byleby było szybko i dzisiaj... Pani i moja koleżanka wymieniły uśmiechy, koleżanka szepnęła mi jeszcze, że ta położna jest git po czym poszła pracować, bo akurat tego dnia była odpowiedzialna za kilka oddziałów. Pytam, czy męża zostawić, czy odesłać.. powiedziała, że jeszcze nie rodzę i że będziemy dzwonić.. była 9:30 rano, podpięła mi KTG, ale żeby czasu nie tracić dostałam zastrzyk w tyłek... była to papaweryna, która miała przyspieszyć rozwieranie szyjki.. po czym dostałam kroplówkę z oksy... i tak sobie leżałam i się kurczyłam... no i coś tam zaczęłam czuć.. ok 10:15 ? odeszły mi wody, rozwarcie na 3 cm i piszą sie skurcze na 120/130....... no więc zadzwoniłam do męża, że już popracował i niech jedzie.. bo wodę mi trzeba podać itp itd

położna przychodziła do mnie kontrolnie - pytała czy klimę sobie życzę, a może coś przeciwbólowego, a może prysznic, a może piłka, czy chcę zzo... ogólnie jak w 5-gwiazdkowym hotelu, tylko dyskomfort bo coś jednak ze mnie cieknie i boli coraz bardziej...
ogólnie naogladalam się w tv porodówki, więc chciałam spróbować gaz.. pociągnęłam parę razy, zakręciło mi się w głowie i trochę się pochichrałam.. a potem stwierdziłam, że jak idzie skurcz, to fajnie odwraca uwagę od bólu - skupiam się na ciągnięciu z butli i mimo, ze boli tak samo, to jest to takie wazne, ze jednak jakby mniej boli ;-) po 15 min 4 cm... potem nagle 5cm... wkurzały mnie przerwy w skakaniu na piłce, żeby ktg się popisało... ja tu chcę nakręcić poród, a muszę się kłaść i 40 min cierpieć na leżąco

w trakcie było kilka porodów i cięć więc tylko "15 min" rozciągało się w czasie... umęczona ktg stwierdziłam że chcę pod prysznic, mąż dotarł więc miał mnie pilnować, ale ze "tak szybko" idzie to tylko 10 min (normalnie zezwala na 30) .. po wyjściu z pod prysznica dobre 8 cm i zaczyna boleć tak, że widze wszystkie gwiazdy... ale mówię do męża, że wszystko zniosę, żeby tylko TA GŁOWA BYŁA DOBRA.
Pani super położna uśmiechnęła się tajemniczo i zapytała czy wiem co to jest KOWADEŁKO. Naoglądałam się poródów, naczytałam.. ale tego jeszcze nie spotkałam.. pytam czy to dobre, ona mówi że tak.. a że idzie nam super, obiecała że do 14 urodzę (była 12:55) to powiedziałam, że biorę. Kazała wejść na łóżko porodowe, położyć się i przyniosła... no kowadełko. Tak to wyglądało... kładzie się na tym nogi w okreslonej pozie - niewygodnie, a jak idzie skurcz to chce się gryźć sufit... ale dzięki temu główka szybko schodzi i po minucie ? dwóch miałam pełne rozwarcie, darłam się już BOLI BOLI I RATUNKU BOLI, super położna na lajcie rozkłada sobie podkłady, zawołala, że MY JUŻ, kazała przeć, a i tak samo się parło... wzięła jeszcze kremik na krocze, kazała mężowi za drugą nogę złapać... TO MĄŻ ZŁAPAŁ, NIE MYŚLĄC Z CZYM TO SIĘ WIĄŻE…. No i widział jak rodzę głowę, barki i resztę…. !!!!!
Wszyscy się zachwycili jakie duże dziecko, a jakie duże stopy – a ja się drę A JAKĄ MA GŁOWĘ ?! JAKA TA GŁOWA !!!! no i… normalna

śliczniusia

34-cm

Tak oto urodził się mój Syn, a mój dzielny mąż przeciął pępowinę.. a potem dochodził do siebie.. ja miałam wtedy szyte otarcie wewnętrzne, krocze nienaruszone!!
Pogadałam z położną, podziękowałam za super poród, zapytałam czy jest ze mnie zadowolona

ona że tak, ona czy ja z nich, na co mówię że bardzo. Rewelacyjna współpraca, super efekty.. no miodzio. Oczywiście zaraz po porodzie sobie myślę, czemu to tak dammmmmmit bolało i mówię do męża ŻE TO NA SZCZĘŚCIE OSTATNI RAZ

no i kazałam mu zrobić sobie twardy reset, z tego co widział…..
Syncia dali mi na piersi do kontaktu, potem cycowałam jeszcze na Sali porodowej, potem go wzięli, a ja czekałam na łóżko na oddziale… młody cyca łapał więc się ucieszyłam, przyszła do mnie położna noworodkowa i pogadałyśmy, powiedziałam jasno że nie chcę dokarmiania i proszę o dziecko przy mnie non stop, poza badaniami, szczepieniem i tylko tym co konieczne. Tak było. Wyszliśmy dzisiaj z wagą 3400g i miło mi się zrobiło, bo na noworodkach pochwalono mnie wszem i wobec że tylko na cycu i minimalny spadek

cukrzyca odeszła zaraz po porodzie, u młodego też wszystko dobrze…. Jestem zakochana, starsza córcia też, młodsza troszkę „olewa”, wieczorem po kąpaniu, czytałam całej trójce książeczkę, a teraz powoli idę spać.. bo od 21-1 w nocy młody ma fazę gniewnego i muszę się przygotować

Generalnie mój poród można powiedzieć że trwał jakieś 3,5h, był bardzo intensywny, był bolesny, ale przez stworzoną atmosferę pozostanie super wspomnieniem. Chciałam iść urodzić i dzięki bezinteresowanej życzliwości ludzi, poszłam i urodziłam
Pozdrawiam i kciukasy za mamuśki karmiące i nierozpakowane!