reklama

Listopad 2009

reklama
ja moge dynie przynieść (świeżo kupiona) no a hallołin tuż tuż hehe :D

A tak poza tym to ja po 2gim tygodniu pracy. Podsumowujac: jest ciezko. Mloda ciagle kaszlaca zatem do żłobka nie chodzi, siedzi z K w domu. Rano wstaje przed 7 mloda na nocnik , ja sie szykuje powoli, pozniej ubieram ją i sprintem w kuchni myje gary bo dzien wczesniej juz nei wyrabiam z myciem, gotuje mlodej obiad, robi sobie śniadanie i kawe dla K ;> w midzyczasie biegam do lazienki robiac po kawalku makijaz ewentualnie susze hery i ubieram sie po trosze. Nastepnie inhaluje Milke i daje cyca, koncze szykowac jej obiad, zbieram co trzeba i do auta gazem grzeje do roboty ok 20-30 min. Tam dybie 7-7,5h po czym wracam w zaleznosci od dnia od 20min do 1h15min :/ W domu lekkie pobojowisko, na szczescie mloda nakarmiona i przespana conajmniej raz (o dziwo bestia jedna spi mojemu po 2h a mi ledwo pare minut przykimanla) Mam tez zawsze jakis obiad upitraszony, tylko ciezko zjesc bo Milcia na krok mnie nie odstepuje i wlazi na mnie non toper albo szarpie za cycory. Szalejemy sobie jeszcze z godzinke, połtorej po czym ide sorowac dziecie, inhalacje i cycowanie na dobranoc. Mniej wiecej ok. 21-21.30 padam ze zmeczenia a jeszcze musze podokanczac jakies prace ktore robilam bedac na wychowawczym. Klade sie kolo polnocy a za godzine pobudka na cycowanie i dodatkowo kolo 4 i 6 a przed 7 od nowa start. Nie wiem jak dlugo tak pociagne bo juz powoli na rzesach poginam ;o Jeszcze z ZUSu jakis babol dzwonil do szefa, że wałki robie idąc na 2,5 m-ca na wychowawczy a zamiast wracac do pracy w polowie wrzesnia to sobie zwolnienie lekarskie przynosze i to NAPEWNO SPECJALNIE TAK ZROBILAM.... taa jasne, specjalnie se dziecko zachorowalam na poczatku wrzesnia i podsycam chorobe zeby nie wracac do pracy... pogielo kobite... acha i jeszcze sie czepiala ze K nie jest moim mezem, czy cos. Tak czy siak beda do mnie pisali o jakies wyjasnienia czy cóś... zajoba mozna dostac :)

No to sie wyzalilam...

Sorki , ze sie nie udzielam zabardzo, ale poczytuje Was, zeby byc w miare na bieżąco :D
Dzisiaj motyw dziunki auta mnie rozwalil na lopatki hehehe :D
pozdrawiam wszystkie babeczki i trzymam kciuki za duncana Martolinkowego ;)
 
czesc laseczki!
jakie szczescie, ze to piatek! 2 dni wolne....uffffffffffffffff.......................
ja tez zmeczona....praca i macierzynstwo ciezk sprawa, ale w koncu miliony kobiet daja rade to i ja chyba dam.....
mam nadzieje, ze chociaz jakoas wzgledna pogoda bedzie w weekend....
 
No co Ty! Nie ściągaj absolutnie!





Gratuluję :)


MARTA, ETNA problem mam:-(

Rano szukam kluczy do auta -NIE MA!:angry: Biegnę do samochodu, a klucze są, owszem, w stacyjce:baffled: auto zamknięte na amen.... żeby było ciekawiej klucz zapasowy jest w schowku w aucie:confused2: Ale to jeszcze nie koniec...biegnę po tel, chcę zadzwonić do A a komórki nigdzie nie ma. Patrzę w auto, a telefon leży na półeczce:wściekła/y:
No to z Asią na piechotę do teściowej, z Julią do szkoły, sama do pracy. Nogi mam w dupie:confused2:
Znam chłopaka który mógłby mi auto od ręki otworzyć, ale jego numer jest w moim telefonie, który jest w aucie.:baffled:


WIĘC dziewczyny pociągiem przyjadę może, ale boję się powrotu, bo już szybko ciemno jest:-(:-(:-(


Co do bratowej. Teściowa była wczoraj u nich na zwiadach, J zachowuje się normalnie, chodzi, sprząta bo, cytuję: "Ileż to można w łóżku leżeć!":confused2: Ręce mi opadły...czuję się jakby ktoś mi wiadro pomyj na głowę wylał... ech...szkoda gadać.
haha dobre, dobre...

ja moge dynie przynieść (świeżo kupiona) no a hallołin tuż tuż hehe :D

A tak poza tym to ja po 2gim tygodniu pracy. Podsumowujac: jest ciezko. Mloda ciagle kaszlaca zatem do żłobka nie chodzi, siedzi z K w domu. Rano wstaje przed 7 mloda na nocnik , ja sie szykuje powoli, pozniej ubieram ją i sprintem w kuchni myje gary bo dzien wczesniej juz nei wyrabiam z myciem, gotuje mlodej obiad, robi sobie śniadanie i kawe dla K ;> w midzyczasie biegam do lazienki robiac po kawalku makijaz ewentualnie susze hery i ubieram sie po trosze. Nastepnie inhaluje Milke i daje cyca, koncze szykowac jej obiad, zbieram co trzeba i do auta gazem grzeje do roboty ok 20-30 min. Tam dybie 7-7,5h po czym wracam w zaleznosci od dnia od 20min do 1h15min :/ W domu lekkie pobojowisko, na szczescie mloda nakarmiona i przespana conajmniej raz (o dziwo bestia jedna spi mojemu po 2h a mi ledwo pare minut przykimanla) Mam tez zawsze jakis obiad upitraszony, tylko ciezko zjesc bo Milcia na krok mnie nie odstepuje i wlazi na mnie non toper albo szarpie za cycory. Szalejemy sobie jeszcze z godzinke, połtorej po czym ide sorowac dziecie, inhalacje i cycowanie na dobranoc. Mniej wiecej ok. 21-21.30 padam ze zmeczenia a jeszcze musze podokanczac jakies prace ktore robilam bedac na wychowawczym. Klade sie kolo polnocy a za godzine pobudka na cycowanie i dodatkowo kolo 4 i 6 a przed 7 od nowa start. Nie wiem jak dlugo tak pociagne bo juz powoli na rzesach poginam ;o Jeszcze z ZUSu jakis babol dzwonil do szefa, że wałki robie idąc na 2,5 m-ca na wychowawczy a zamiast wracac do pracy w polowie wrzesnia to sobie zwolnienie lekarskie przynosze i to NAPEWNO SPECJALNIE TAK ZROBILAM.... taa jasne, specjalnie se dziecko zachorowalam na poczatku wrzesnia i podsycam chorobe zeby nie wracac do pracy... pogielo kobite... acha i jeszcze sie czepiala ze K nie jest moim mezem, czy cos. Tak czy siak beda do mnie pisali o jakies wyjasnienia czy cóś... zajoba mozna dostac :)

No to sie wyzalilam...

Sorki , ze sie nie udzielam zabardzo, ale poczytuje Was, zeby byc w miare na bieżąco :D
Dzisiaj motyw dziunki auta mnie rozwalil na lopatki hehehe :D
pozdrawiam wszystkie babeczki i trzymam kciuki za duncana Martolinkowego ;)
wierz mi, przyzwyczaisz się (niestety)

ja padam... jutro imprezka rodznna, imieniny mojego A.
zrobilam sałatkę, ugotowąłam kociołek meksykański (gar chyba na 40 osób a ma być 9 :/) bonusowo kapusniak na jutro i upieklam 2 ciasta (jedno jesczez dochodzi) Jedno z nich miało byc próbnym tortem.No cóż, potwiedziła się teoria mojego antytalentu w dziedzinie pieczenia.Oto jestem pierwszą osobą, której biszkopt eweliny nie wyszedł :/ (mimo dzielnej asysty kasiuli, która instruowała mnie przez gg. Raz, ze dziwny kolor (na wierzchu szary, w środku bialy) a dwa, ze był tak niesamowicie puszysty, ze nie dął się zdjąc po przekrojeniu, rozpadał się na małe obłoczki. Za to kremu mi wysżlo duzo za mało (jutro kupie polewę i cąlość zaleję, w nosie, goście będą jedli inne rzeczy jak im nie posmakuje
 
reklama
DZiunka to ja zrobie zapiekanke z cukinii:tak: na która sie umawiamy?;-)
Mlody wlasnie spi- dzis wstal 6.10:baffled:
na 11 ruszamy n basen , potem po buty dla małęgo- kroczki wychodza mu coraz dluzszei coraz wiecej ich wiec juz pora na pierwsze buciki

Kilole ja jestm antytalentem jezeli chodzi o ciasta wiec uszy do gory;-) ale mam plan sie podszkolic.Dzis M powinien przywoezc kuchenke , ktora dostalismy od jegi siostry. Mamy jak na raazie cał gazowa a teraz chociaz bedzie piekarnik elektryczny:tak:
 

Nowe wątki

reklama
reklama
Wróć
Do góry