W koncu wyszlismy na podworko, spędzilismy na dworzu 3h. Bylismy na zakupach szybkich autem kupowalismy dekoracje na pierniki (pisaki, posypki roznego rodzaju, polewę itd) wydalam kupę kasy na te gowienka ale bedzie jutro zabawa! Oli na dworzu mowił ze cięzko pracuje (pracował grabiami, łopatą, zbierał liscie, rozpalał ze mną w piecu)
Dziunka ja inaczej podchodzę do tematu wychodzenia. Oli mimo ze jest małym dzieckiem jest tez człowiekiem i go sznuję ;-)Tak wiec jak chce wyjsc z nim na dwor, pytam sie czy idziemy, jak nie bo cos robi (a wtedy potrafi sie specjalnie zabawic) czekam chwilę, az dokonczy, potem znowu pytam czy ma ochotę wyjsc na dwor, jak nie - zagaduję ze pojdziemy to tu to tam, do lasu, nad rzeczkę, na plac zabaw, przewaznie decyduje sie ubierac, a jak nie albo chwilę czekam albo zaczynam ubierac sie sama i Oli leci za mną. Oczywiscie opisuję sytuację kiedy mamy czas itd a nie musimy szybko wyjsc bo cos tam. Bo inaczej nie wyobrazam sobie, na siłę czy jak mam go brac? Ubierac szarpiące sie dziecko ktore nie chce wyjsc na dwor w danym momencie? Przeciez spacer ma byc czyms przyjemnym a nie przymusem. Oczywiscie jak wyszlismy nie chciał wracac ale znowu zaproponowałam ze zrobimy cos tam, poczytamy cos tam, zjemy itd. zawsze skutkuje.
Oli cos tam zjadł a po 15 stwierdzilam ze go polozę, jak tylko weszlismy do sypialni krzyczał ze nie chce spac. Mysle sobie no ok! Po czym wkladam magicznego smoczka do buzi, daję kocyki i Oli odlatuje w sekundę

Smoczek zadziałał natychmiastowo, jakbym mu baterię wyłączyła
