A to się mierzy cukier takim maluszkom? Czy to Agrafka ma za duży?
Hej porannie, a raczej koszmarnie

od kilku dni leje w kratkę, zimnica, aż taka że normalnie pan nam pali, strach głowę za drzwi wystawiać

No i dzisiaj wstaję rano, patrzę przez zasłonkę-czyste niebo, poleciałam wstawić pranie (bo już pięknie zalegamy przez te kilka dni), patrzę znowu, a to był tylko skrawek czystego nieba, dopiero co po ulewie

pranie wstrzymane i czekam co nam pogoda pokaże... niby zapowiada się ładnie, ale wiatr taki że zaraz jakąś chmurę przyhula
Dzieci śpią, a ja nie mogę bo miałam okropny koszmar. W środku nocy obudziły mnie wybuchy. Na horyzoncie zobaczyłam ogromne czerwone "fajerwerki", coś jak lawa, ziemia popękała przed naszym domem, pęknięcie "leciało" dalej. I na tym się zakończyło. Cisza...nagle zaroiło się od uzbrojonych po zęby przygłupów (no mówiłam do niego a on nic!

), mój A gdzieś poleciał (pewnie ratować świat hihi), a obudzone dzieci beztrosko bawiły się na kanapie:-( nie wiedziałam co robić, stwierdziłam że na wszelki wypadek spakuję torbę z najpotrzebniejszymi rzeczami. Zaczęłam od kilku sztuk ciuchów dziewczyn itd. Za oknem wciąż ciemno, A nie ma.... i w tym momencie nadszedł sms z Orange który mnie obudził

W każdym razie (może to śmieszne...) poczułam taki strach o dzieci jakby to działo się naprawdę. I taką wewnętrzną siłę, ze damy radę, że przeżyjemy, a jednocześnie gdzieś w środku wiedziałam że nie, bo to przecież koniec świata.
I jeśli faktycznie czeka nas ten koniec swiata to jestem przerażona. To były straszne uczucia. Czy wojna... Ile ginie teraz bezbronnych dzieci, jakie to cierpienie dla matek, które nie mogą nic zrobić , a też niczym nie zawiniły :-(
No i tak się zdołowałam a tu taka piękna informacja o Wojtusiu :-) sorki
